Dziki u bram

Zielona Góra to najbardziej zalesione polskie miasto. Problem w tym, że mieszkające tam dziki zapuszczają się do dzielnic mieszkalnych. 

Dziki u bram-02

Trzy lata temu watahy zniszczyły kilkanaście grobów i zdewastowały szkolne boisko. Problem miało rozwiązać zbiorowe polowanie na obrzeżach miasta – pomysł oprotestowali mieszkańcy. Również myśliwi z rezerwą podchodzili do takiego rozwiązania. Choć prawie 4 tys. hektarów obwodu znajduje się w granicach Zielonej Góry, zwierzynę można tam co najwyżej płoszyć.

– Nigdy nie wiadomo, czy po lesie nie przechadza się jakiś spacerowicz – wyjaśnia Stanisław Domaszewicz, prezes Koła Łowieckiego „Leśnik” i wiceszef Departamentu Gospodarki Komunalnej Urzędu Miejskiego.

Z czasem watahy zagościły w pobliżu supermarketu i miejskiej pływalni, na działkowych ogródkach i w zaroślach koło dawnego browaru. Upodobały też sobie okolice stadnin, które znajdują się w pobliżu osiedli. Pożną wiosną tego roku miarka się przebrała – prezydent miasta Janusz Kubicki nakazał urzędnikom rozwiązać problem. Co wpłynęło na decyzję włodarza, nie wiadomo.
Wieść gminna niesie, że pewne znaczenie mógł mieć fakt wyproszenia się lochy tuż obok prezydenckiego domu.

Jak to w Polsce – zaczęto od zwołania sztabu kryzysowego. Wypito litry kawy, zjedzono kilka paczek słonych paluszków. Niestety, czasy wędrownych grajków z czarodziejskimi fletami, którzy wyprowadzali z miast niepożądane zwierzęta, dawno minęły. Trzeba było podjąć działania.
Prezydent wydał zgodę na odłów i odstrzał redukcyjny. W celu zatrzymania zwierzyny w lasach wokół miasta myśliwi mają stworzyć kilkanaście pąsów zaporowych (miasto zobowiązało się do częściowego sfinansowania zakupu karmy).

W kolejnych latach pasy te mają być zakładane coraz dalej od ludzkich siedzib. Z kolei miejskie dziki postanowiono odłowić. Zadanie to powierzono Czesławowi Nadborskiemu, prowadzącemu popularny w mieście skup dziczyzny, właścicielowi małej masarni robiącej świetne wyroby z dzika i jelenia.

Czesław Nadborski rozpoczął od inwentaryzacji. Okazało się, że w granicach miasta bytuje 300 dzików, z czego w okolicach ludzkich osiedli około 100. Wtedy stworzył autorski projekt pułapki na dziki i przystąpił do jego realizacji. Odłownię i dwie klatki do transportu montuje się w godzinę. Tyle samo trwa demontaż. Dziki z odłowni przechodzą do klatek transportowych, te ładuje się na samochód i… w siną dal.
Niepozornie urządzenie jest niezwykle skuteczne.

Cały artykuł w październikowym numerze Łowca Polskiego.

Kamil Janczarski / fot. Michael Migos, arch ŁP

 

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter

    Google Plus


    • 12 Dec 2017

    • 11 Dec 2017

    • 10 Dec 2017

    • 9 Dec 2017

    • 8 Dec 2017

    • 8 Dec 2017

    • 6 Dec 2017

    • 5 Dec 2017

    • 4 Dec 2017

    • 3 Dec 2017