Niedźwiedzie losy

Niedźwiedź brunatny. Najcenniejszy polski zwierz. Wielki smutek, gdy ginie. Duża radość, gdy da się go uratować. Jest ich w Polsce niewiele. Każdy na wagę złota.

SOL_0091

Nadleśnictwo Stuposiany. Kilometr dalej już Ukraina. Podleśniczy z Sokolik idzie wzdłuż strumienia. Woda się rozlała, bo bobry zrobiły tamę. Środek marca, zima nawet w Bieszczadach lekka, lód już dawno zszedł z rozlewiska. Leśnik dostrzegł czarną górę futra wystającą z wody. Odyniec? Podszedł bliżej. Nie, to nie dzik. Ponad lustro wystawał grzbiet ogromnego niedźwiedzia!

Poszedł na bobry?

Leśnik dzwoni do szefa. Zjeżdżają robotnicy leśni. Sprzętem do zrywki drzewa wydobywają niedźwiedzie truchło z rozlewiska. Miś wielki. Na oko ćwierć tony.

– Zawiadomiłem powiatowego leka­rza weterynarii w Ustrzykach i Regio­nalną Dyrekcję Ochrony Środowiska w Rzeszowie – wspomina nadleśniczy ze Stuposian Jan Mazur – niedźwiedź brunatny to zwierz ściśle chroniony. Musieli wiedzieć, że mamy upadek.

Co go zabiło? Pierwsza wersja to utonięcie. Być może szedł po lodzie do bobrowych żeremi. Wybudził się i był głodny. Bóbr to świetny łup. Lód był jednak słaby. Nie utrzymał wiel­kiego misia. Tafla pękła, zwierz wpadł do wody. Dlaczego nie dotarł do brzegu? Nie wiadomo.

Kilka poszlak przemawiało za tą tezą. Zewnętrzne oględziny nie wykazały żadnych obrażeń, jakichkol­wiek ran. Tymczasem stan rozkładu niedźwiedziego cielska wskazywał, że miś wpadł do wody nawet parę tygodni temu. Wówczas rozlewisko było skute lodem, który mógł się zała­mać pod ćwierćtonowym ciężarem.

Otrucie!

Wątpliwości rozwiała sekcja zwłok przeprowadzona w Powiatowym Inspek­toracie Weterynaryjnym w Ustrzykach Dolnych. Istotnie, niedźwiedź nie miał żadnych obrażeń zewnętrznych, nie padł od kłusowniczej kuli. Dorosły samiec w bardzo dobrej kondycji, ze sporym zapasem tkanki tłuszczowej. W płucach nie było jednak wody. Niezbity dowód, że miś nie utonął. Do wody wpadł martwy. Zabiła go trucizna, którą przy­jął z żerem. Świadczyły o tym krwawe zmiany w przewodzie pokarmowym. Co to mogło być? Pierwszy trop bardzo niepokoił.

– Żołądek niedźwiedzia był wypeł­niony ziarnami kukurydzy – relacjonuje jeden z obserwatorów sekcji – jeśli objadł się siewnego ziarna, zaprawio­nego przeciw szkodnikom – sprawa prosta, zabiła go zatruta kukurydza.

Czy to możliwe? Są przecież gatunki, które specjalizują się w wyjadaniu zasie­wów. Choćby dziki. Za dnia chłop sieje – nocą wataha wybiera co do ziarna to, co zostawił siewnik.

Cały tekst w majowym numerze „Łowca Polskiego”

Marek Ledwosiński / fot. Nadleśnictwo Stuposiany, Lecznica ADA w Przemyślu, Shutterstock

SOL_0034

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter