Atak bobrów

W centrum Włocławka bobry wycinają drzewa. Mniejsze zabierają ze sobą. Większymi grodzą rzekę. Totalnej wojny z bobrami jednak nie będzie.

Włocławek, ulica Wysoka. Ścisłe centrum stutysięcznego miasta. Jezdnia biegnie przez most na Zgłowiączce. To lewy dopływ nieodległej Wisły. Obrzeża Parku Sienkiewicza.

W dole widok, jak z śródleśnej rębni. Bielą się kikuty powalonych drzew. Niektóre kłody już leżą, inne drzewa ociosane dookoła, ale jeszcze stoją. Wrażenie, jakby drwal w połowie roboty poszedł na piwo i za chwilę miał wrócić do siekiery. Rzut oka z bliska rozwiewa wątpliwości. To nie człowiek, to bobry!

Po obu stronach rzeki, tuż przy ruchliwej trasie, bobrowe zgryzy. Pod strugi poszły kilkudziesięcioletnie topole i wierzby. To, co bobry zdołały wynieść – ukradły. Duże drzewa upadły na brzeg, lub zatarasowały rzekę.

– Od kilku lat mamy problem z bobrami, ale jeszcze nigdy nie weszły do centrum miasta – relacjonuje bobrzy problem Małgorzata Malinowska z Wydziału Gospodarki Komunalnej włocławskiego ratusza – owszem, są szkody, ale na peryferiach Włocławka. Bobry wycinają drzewa, budują żeremia, próbują stawiać tamy, dochodzi do podtopień, ale to daleko od siedzib ludzkich. Skargi wnoszą jedynie działkowicze. Teraz sytuacja poważna – bobry weszły do miasta.

Włocławski ratusz faktycznie ma problem. Park Sienkiewicza to plama zieleni w samym centrum Włocławka. Przypomina to, choć w mniejszej skali, Ogród Saski w stolicy. Każdego dnia mnóstwo ludzi. Do połowy podcięte duże drzewa to prawdziwe zagrożenie.

– Mamy umowę z zakładem usług leśnych. Drwale piłami łańcuchowymi kończą bobrzą robotę i usuwają powalone drzewa z parku – wyjaśnia Małgorzata Malinowska – w okolicy Włocławka bobry zadomowiły się na obu brzegach Wisły. Kopią nory w wałach przeciwpowodziowych. Nad Zgłowiączką także mieszkają na stałe, ale jedynie w górze rzeki. Wcześniej do miasta Zgłowiączką nie wchodziły – informuje urzędniczka.

To prawda. Parokilometrowy spacer wzdłuż brzegów Zgłowiączki, od jej ujścia aż do granic miasta, ocenę tę potwierdza. Nie ma tu żeremi, nie ma zajętych bobrzych nor. Oznacza to, że zwierz robi nocne długodystansowe wycieczki na żer, po czym wraca do swoich ostoi w górze rzeki.

– Nie będziemy walczyć z bobrami – uspokaja Malinowska – nie będzie odłowów. Szukamy jedynie wyspecjalizowanej firmy, która środek miasta bobrom zniesmaczy. Drzewa, które mogą dla nich być atrakcyjnym kąskiem, będą chronione repelentami. Inne miasta stosują tę metodę z powodzeniem – prognozuje urzędniczka.

Bobry zasiedliły już całe Kujawy i Ziemię Dobrzyńską. Zawładnęły Wisłą, Zgłowiączką, Lubieńką, Rakutówką, Mieniem, Rypienicą i dopływami Drwęcy. Osiedlają się nad jeziorami w Gostynińsko-Włocławskim Parku Krajobrazowym. W okręgu włocławskim PZŁ, według danych kół łowieckich, żyje około dwóch tysięcy tych zwierząt. Poza zwartym lasem, pozbawionym cieków wodnych, na terenie okręgu włocławskiego nie ma już obwodów bez bobrów. Z każdym rokiem rosną szkody w gospodarce rolnej. Praktycznie nie ma problemu z uzyskaniem zezwolenia na odstrzał z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Bydgoszczy. Myśliwi jednak do polowań na bobry się nie garną. Bóbr, obok łosia i sokoła wędrownego, to namacalny przykład skuteczności działania myśliwych w sferze ochrony zagrożonych gatunków. Większość z nas czasy polowań na łosie obejmuje własną pamięcią. Jak widać emocjonalna bariera przed strzałem do bobra wydaje się wielokrotnie silniejsza.

Marek Ledwosiński / fot. Marek Ledwosiński, Cszmurlo (commons.wikimedia.org).

 Bobryfolder_001 Bobryfolder_002 Bobryfolder_003

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter