Hrabia z zarzutami

O tej sprawie głośno było w całej Polsce. W maju ubiegłego roku w Kurozwękach na Kielecczyź­nie ogromny dzik zaatakował kobietę.

Do wypadku doszło niemal w centrum wioski. Starsza pani umarła na rękach syna, który odszukał ją w kilka minut po ataku zwierza. Dzik nie uciekł. Nie przestraszyły go nawet włączone koguty radiowozów służb ratunko­wych. Zwierza odstrzelił, nie­mal z przyłożenia, wezwany na miejsce myśliwy.

Mieszkańcy wsi od razu rozpoznali, że to dzik z pałacu. Tak tutaj nazywają luksusowy hotel urządzony na zamku w Kurozwękach. To dawna siedziba historycznego rodu Popielów herbu Sulima. Poto­mek znanej rodziny osiedlił się w Polsce tuż po tym, jak odziedziczył pałac po swoim stryju, ostatnim przedwojennym właścicielu Kurozwęk. Odbudo­wał rodową siedzibę i urządził tu kompleks hotelowy. Jedną z atrakcji jest małe zoo, w którym, oprócz egzotycznych zwierząt, przetrzymywane były dziki. Wśród nich 150-kilogramowy odyniec. Dziki jednak rozwaliły ogrodzenie i uciekły. Odyniec nie poszedł do lasu. W biały dzień zaatakował kobietę. Przy­czyny jego agresji nie są znane.

Śledztwo w tej sprawie wszczęła Pro­kuratura Rejonowa w Staszowie. Admi­nistrator pałacu potwierdził, że dziki uciekły. To jednak za mało, by uznać, że kobietę zabił odyniec uciekinier. Bie­gli przeprowadzili porównawcze bada­nia DNA. Materiał pobrali z ciała ofiary, z odstrzelonego odyńca i z zagrody dzików. Wynik nie budził wątpliwo­ści. Staruszkę pociął dzik odstrzelony na miejscu zdarzenia. Wcześniej zwierz trzymany był w przypałacowym zoo.

– Właścicielowi hotelu postawiliśmy zarzuty – wspomina szef Prokuratury Rejonowej w Staszowie Piotr Okarski. – Zarzuciliśmy mu narażenie człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz nieumyślne spowodo­wanie śmierci. Dziki trzymano tu niele­galnie, a ogrodzenie było bardzo słabej jakości. Tragicznym skutkiem była śmierć człowieka. Stąd przypisanie winy właścicielowi hotelu. Grozi za to do pię­ciu lat więzienia – wyjaśnia prokurator Okarski.

Podejrzany początkowo nie przy­znawał się do winy i odmówił skła­dania wyjaśnień. Przełom przyszedł w chwili, gdy do prokuratury dotarły opinie biegłych, które potwierdziły, że to pałacowy dzik był sprawcą trage­dii. Ziemianin uznał swoją winę. Zło­żył wniosek o dobrowolne poddanie się karze. To instytucja prawna, pole­gająca na tym, że oskarżony przyznaje się do winy, proponuje sądowi wymie­rzenie kary w granicach zawartych w kodeksie karnym, a jeśli okoliczno­ści sprawy nie budzą żadnych wątpli­wości, a wnioskowi nie sprzeciwia się prokurator – sąd może wydać wyrok zgodny z oczekiwaniem oskarżo­nego bez przeprowadzania klasycznej rozprawy.

– Jean Martin P. złożył wniosek o ukaranie go rokiem więzienia i o zawieszenie wykonania kary na rok próby – informuje pro­kurator Piotr Okarski. – Zobo­wiązał się także do wypłacenia nawiązki rodzinie kobiety, która straciła życie. Nie sprzeciwili­śmy się wnioskowi. Ostateczną decyzję podejmie sąd – dodaje prokurator.

W sprawie tej jest jeszcze wątek nielegalnego trzyma­nia dzików. To wykrocze­nie opisane w art. 51 ust. 1 pkt 3 Prawa łowieckiego. Grozi za nie grzywna. Wyjątek sta­nowią placówki posiadające status ogrodu zoologicznego, ale przypałacowy zwierzy­niec oficjalnym zoo nie był. Warunkową zgodę, ważną jedynie pół roku, mógł też wystawić starosta, ale tylko w wypadku zwierząt osiero­conych lub wymagających opieki i leczenia. Hotelowe dziki tego warunku nie speł­niały. Chów i hodowla dzików byłyby również możliwe na podstawie zezwole­nia ministra środowiska. Pałac wystą­pił przed wypadkiem o taką zgodę, ale wniosek był niekompletny i – mimo wezwania – właściciel hotelu nie uzu­pełnił braków formalnych.

– W przypałacowej zagrodzie nie ma już dzików – deklaruje prokurator Piotr Okarski. – Postępowanie w spra­wie o wykroczenie prowadzi miejscowa policja.

Marek Ledwosiński / fot. commons.wikimedia.org

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter