Jestem trębaczem

Rozmowa z Mieczysławem Leśniczakiem, założycielem Reprezentacyjnego Zespołu Muzyki Myśliwskiej PZŁ, trębaczem i wirtuozem gry na rogach myśliwskich.

Trąbka czy róg myśliwski? Co było pierwsze w muzycznej karierze?

– Zdecydowanie trąbka, jako że mój ojciec, Stani­sław Leśniczak, był wielkim miłośnikiem orkiestr dętych i grał na trąbce altowej we Wschowskiej Orkiestrze Cukrowniczej. Ten instrument towarzyszył mi od dziecka.

A skąd róg myśliwski? Czyżby tata był także myśliwym?

– Ojciec nie polował, ale któregoś dnia przyniósł do domu róg pless polskiej produkcji, bo miał wielu przyjaciół myśliwych i brał udział w ich spotka­niach, dlatego i ja próbowałem gry na tym instrumencie.

A na czym gra się trudniej? Na rogu czy na trąbce?

– Podstawa muzyczna jest podobna. Chodzi o wydobycie dźwięku. Są jednak różnice. Róg jest pozornie instrumentem łatwiejszym do grania, bo nie ma tzw. wentyli, które w trąbce umożliwiają wydobycie dźwięków tonowych i pół­tonowych. Róg myśliwski to jednak prawdziwy sprawdzian dla trębacza. Wszystko zależy od umiejętności gra­jącego. Albo dźwięk jest trafiony na sto procent, albo grasz obok muzyki. Nie ma tutaj półśrodków.

Od jakiego sygnału rozpoczęła się przygoda z muzyką myśliwską?

– Zaczynałem od „Apelu na łowy”. Sukcesywnie uczyłem się potem kolejnych sygnałów. Szybko zacząłem być zapra­szany przez myśliwych na pokoty, m.in. do Koła Łowieckiego „Ryś” we Wscho­wie, i tam grałem, pamiętam to do dzisiaj, głównie „Zająca”, a także „Sarnę”, „Dzika” i „Bażanta”.

Od jakiej muzyki zaczynałeś z kolei swoją grę na trąbce?

– Jeśli jeszcze w domu rodzinnym we Wschowie zdarzało się, że zagrałem coś lżejszego z repertuaru orkiestr dętych bawarskich, polskich czy czeskich, to od momentu rozpoczęcia nauki w liceum muzycznym w Poznaniu była to już tylko klasyka, muzyka poważna – gamy, trójdźwięki, etiudy, a potem sonaty i koncerty. Aż do trzeciej klasy liceum profesorowie nie pozwalali nam grać nic innego.

Później kariera zawodowa koncentrowała się wokół trąbki. W 1974 roku, po ukończeniu Akademii Muzycznej w Poznaniu, grałeś w orkiestrze poznańskiego Teatru Wielkiego…

– Zacząłem nawet nieco wcześniej, bo już na czwartym roku studiów mój profesor Stanisław Kwapisz zaprosił mnie do grania w tym zespole. Przez wiele lat, najpierw na zlecenia, a potem już na etacie, grałem – wspólnie z pro­fesorem – jako solista w poznańskiej operze. Potem były filharmonia i inne zespoły. Chcę jednak dodać, że równo­legle grałem już wtedy także w zespo­łach muzyki popularnej, na przykład w orkiestrze Zbigniewa Górnego.

A co z rogiem myśliwskim?

– Okazjonalnie grałem także na rogu, ale taki prawdziwy, pełny powrót do tej muzyki miał miejsce w 1985 roku, kiedy dzięki wsparciu ówczesnego dyrektora Zamku Rydzyńskiego Feliksa Zielnika oraz prezesa Towarzystwa Muzycznego im. Krzysztofa Kurpiń­skiego Karola Muszkieta mogłem założyć zespół Capella Zamku Rydzyń­skiego, który w 1993 roku przekształcił się w Reprezentacyjny Zespół Muzyki Myśliwskiej PZŁ. Na początku mieliśmy grać głównie muzykę dworską, ale wła­ściwie od razu okazało się, że przenika się ona z muzyką myśliwską. I tak gram na rogach myśliwskich już od 30 lat.

Co oznacza doskonalenie gry na rogu myśliwskim i…?

– Jako dojrzały muzyk zawsze inte­resowałem się nie tylko samą grą, ale także historią muzyki – zarówno histo­rią trąbki, jak i rogu od średniowiecza po czasy współczesne. Stąd także wzięła się potrzeba umiejętności gry na róż­nego rodzaju takich instrumentach.

I wspaniała kolekcja rogów myśliwskich?

– Mam ponad trzydzieści takich instrumentów, począwszy od naturalnych rogów bawolich po trąbki sygnałowe i rogi koncertowe, tzw. wentylowane. Mam w swojej kolekcji także prawdziwy rarytas – koncertowy róg kieszonkowy. Są tylko trzy takie egzemplarze w świecie – jeden w Odessie, gdzie takie rogi powstawały ponad sto lat temu, drugi w muzeum w Nowym Jorku i trzeci u mnie. Korzy­stam z niego podczas wielu koncertów.

Rozmawiamy z okazji 50-lecia Twojej gry na trąbce i rogu, a w ubiegłym roku był również jubileusz istnienia zespołu działającego na Zamku w Rydzynie. Jak podsumujesz cały ten okres swojego muzycznego życia?

– Zawodowo spełniony, ale wierzę, że jeszcze wiele przede mną. I szczęśliwy, że prowadzony przeze mnie Reprezenta­cyjny Zespół Muzyki Myśliwskiej PZŁ przywrócił wielu Polakom piękno tej muzyki, zwłaszcza staropolskiej muzyki myśliwskiej. Mamy w swoim reper­tuarze – to warto podkreślić – ponad sześćdziesiąt takich utworów, począwszy od wspaniałej muzyki Karola Kurpiń­skiego, czego symbolem mogą być takie utwory, jak „Leśniczy w Kozienickiej Puszczy” oraz „Karol VI na łowach”. Promujemy też pierwszą polską – i euro­pejską – operę, odnalezioną stosunkowo niedawno, zatytułowaną „Heca! Czyli polowanie na zająca”. Dużo gramy także utworów chociażby Stanisława Moniuszki, który stworzył wspaniałe opery z licznymi wątkami myśliwskimi.

Na jubileusz 50-lecia wybrałeś powrót do trąbki… Nagrałeś płytę z wielkimi światowymi przebojami…

– Chciałem tą płytą po pierwsze – sprawić radość i swoim bliskim, i wszystkim, którzy zechcą po tę płytę sięgnąć. Po drugie – pokazuję w ten sposób swoje muzyczne fascynacje i drogi. Jestem przecież przede wszyst­kim trębaczem. Niezależnie od tego, czy gram na trąbce czy na rogu.

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Baraniecki

 

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter

    Google Plus


    • 11 Dec 2017

    • 10 Dec 2017

    • 9 Dec 2017

    • 8 Dec 2017

    • 8 Dec 2017

    • 6 Dec 2017

    • 5 Dec 2017

    • 4 Dec 2017

    • 3 Dec 2017

    • 1 Dec 2017