Karawany i podwody

Konie mechaniczne zdominowały naszą łowiecką rzeczywistość. Na szczęście przetrwały fotografie dokumentujące naszych poprzedników. Patrzymy na nie z uśmiechem, czasem z przymrużeniem oka, a niekiedy z sentymentem.

FLP010102

Przez wieki podstawowym środkiem transportu myśliwych były konie – przez cały rok służyły pod siodłem, wiosną, latem i jesienią zaprzęgane były do powozów i furmanek, a zimą posłusznie ciągnęły sanie. Zapewniały dojazd do łowiska, podwodę i transport tusz. Zwierzęta te dopiero od niedawna wypierane są przez uzbrojone w najnowsze zdobycze technologii konie mechaniczne.

Jeszcze kilka dziesięcioleci temu dość powszechny był widok łowcy jadącego na łowy rowerem lub skuterem. Jeśli św. Hubert darzył, upolowany rogacz czy dzik opuszczały łowisko transportowane z fasonem – jednośladem. Z czasem niepodważalną palmę pierwszeństwa przejęły, dominujące dziś na całym świecie pojazdy z napędem 4 × 4. Zdecydowała wygoda – niestety – kosztem walorów estetycznych…

Na szczęście nie przyjął się w Polsce zwyczaj mocowania tuszy na masce samochodu, jaki można zobaczyć na filmie „Łowca jeleni” z 1978 roku z Robertem De Niro. Myśliwym za oceanem pozazdrościć jednak można niesłabnącej popularności tradycyjnego transportu wodnego – w poprzeplatanej jeziorami Kanadzie, gdzie na myśliwym spoczywa obowiązek zagospodarowania tuszy, wciąż popularnym środkiem transportu jest kanu.

Oczywiście nie zatrzymamy rozwoju, także w łowiectwie jest tak samo nieuchronny, jak we wszystkich innych dziedzinach. Chętnie zatrzymujemy jednak wzrok na fotografiach, na których utrwalone zostały klimaty, które dodają naszemu hobby ponadczasowego kolorytu.

Andrzej Wierzbieniec / fot. Archiwum „Łowca Polskiego”

         FLP010119   FLP010105  FLP010107 FLP010108 

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter