Kierunek: prywatyzacja!

O niekompetencji ustawodawców, chybionych zapisach i niebezpieczeństwach, jakie niesie znowelizowane Prawo łowieckie, mówi Urszula Pasławska, posłanka PSL.

– Czytając poprawki do ustawy Prawo łowieckie, wielu myśliwych zadaje sobie pytanie: czy to jest już ta zapowiadana „dobra zmiana” i czy „damy radę” udźwignąć jej ciężar?

– To niezwykle symboliczne, że na stulecie odzyskania niepodległo­ści parlament Rzeczypospolitej ode­brał samorządność organizacji, która powstała zaledwie pięć lat po tym, jak Polska po okresie rozbiorów powróciła na mapę Europy. W dodatku doko­nało tego PiS, które w czasie kampanii wyborczej najwięcej mówiło o potrzebie uzdrowienia polskiej demokracji.

Nie ma co ukrywać, że w tym ataku na przyrodę, leśników i myśliwych wielką rolę odegrały również Platforma Obywatelska i Nowoczesna, bo ich posłowie bezkrytycznie głosowali za poprawkami pseudoekologów. Ale cóż, w kraju Gombrowicza i Mrożka wszystko jest możliwe…

W efekcie otrzymaliśmy złe prawo, pisane na kolanie przez ludzi, którzy nie mają pojęcia o leśnictwie, łowiec­twie i rolnictwie, a kierują się tylko emocjami. Nowa ustawa szybko skłóci myśliwych i rolników, za kilka miesięcy wybuchną konflikty na niespotykaną dotychczas skalę.

– Ma pani poseł, oczywiście, na myśli „rewolucyjny” pomysł szacowania szkód łowieckich?

– Ustawodawca nałożył na gminy obowiązek szacowania szkód, jakie czyni zwierzyna, ale zapomniał o kon­sultacjach, nie wspominając nawet o szkoleniach pracowników… Z bliżej nieznanych mi przyczyn politycy PiS uznali, że wszyscy sołtysi – którym gminy mogą przekazać takie zadanie – znają się na prowadzeniu gospodarki rolnej.

Tymczasem świat się zmienił. Dzi­siaj sołtys wykonuje różne zawody. To często przedsiębiorca, mene­dżer czy artysta, który nie tylko nie ma z rolnictwem nic wspólnego, lecz także – mimo najlepszych chęci – nie znajdzie czasu na wyjazdy w teren. Wreszcie, nie wiadomo kto miałby im płacić za dodatkową pracę na rzecz państwa? Myślę, że niewielu par­lamentarzystów ma świadomość, że koszt likwidacji szkody jest nie­raz wyższy niż samo odszkodowanie wypłacane rolnikowi. Dotychczas te koszty były ponoszone przez koła łowieckie i myśliwych. Teraz rząd przerzuca odpowiedzialność na gminy oraz nadleśnictwa nieprzygotowane na tak wielkie koszty. To po prostu nie może zadziałać!

Idźmy dalej: od decyzji samorządu w sprawie rekompensaty za szkody przysługuje stronom odwołanie do przedsiębiorstwa Lasy Państwowe. Pomysł co najmniej osobliwy. Równie dobrze można by zapisać w ustawie, że odwołać się należy do PKP. To też przedsiębiorstwo państwowe. Na doda­tek mają tory i pociągi – więc niemal wszędzie dojadą…

Mówiąc jednak poważnie, leśnicy – tak jak sołtysi i wójtowie – nie mają dzi­siaj żadnych kompetencji do szacowa­nia. Lasy zajmowały się tym, owszem, ale kilkadziesiąt lat temu. Czasy się zmieniły, mamy inne rolnictwo, inne uprawy i inne metody szacowania szkód. A fachowców, którzy mogą prze­szkolić kilkanaście tysięcy urzędników, zaledwie kilkunastu!

W rezultacie powstanie niewyobra­żalny bałagan. Wszystkie niemal sprawy będą trafiały do sądów, a za szkody, które teraz właśnie powstają na polach, niektórzy rolnicy otrzymają pieniądze może za dwa lata. Jak dobrze pójdzie…

– A jak ocenia pani poseł poprawkę znoszącą dopiero co wprowadzony zakaz świadomego przeszkadzania w polowaniach zbiorowych?

– Myśliwi, wykonując polowanie, realizują plan odstrzału zatwierdzany przez nadleśnictwo, z wykonania któ­rego są później rozliczani pod groźbą kar finansowych. Tak więc państwo nakłada na myśliwych obowiązki, ale nie chce zapobiegać świadomym bloka­dom polowań zbiorowych. W sytu­acji, kiedy walczymy z ASF! Ten krok w stronę anarchii zakończy się konflik­tami, które mogą przybrać tragiczny obrót. Odpowiedzialność za to powinni ponosić politycy.

Obserwujemy dzisiaj skrajną polaryzację społeczeństwa. Z jednej strony, organizacje pseudoekologów domagają się drastycznego ograni­czenia odstrzałów, niemal likwidacji łowiectwa. Z drugiej strony, coraz więcej rolników wzywa do wystrze­lania wszystkiego, co w ich mniema niu szkodzi w uprawach. Państwo musi więc oddzielić emocje od argu­mentów i przyjmując rolę odpowie­dzialnego arbitra, zająć jasne stano­wisko. Tymczasem usiłuje zadowolić wszystkie strony, co się nie może udać!

– Senatorzy mieli „zliberalizować” projekt, wykreślając kontrowersyjne zapisy. W ostatniej chwili stanowisko się zmieniło, a nawet – na wniosek klubu Platformy Obywatelskiej – dodatkowo wprowadzono obowiązkowe badania dla myśliwych.

– Senat zgłosił kilka technicznych poprawek do ustawy przedstawionej przez Sejm, oprócz jednej, dotyczą­cej obowiązkowych badań, które muszą zostać zapisane w ustawie o broni i amunicji. Gdy projekt wró­cił do Sejmu, zwróciłam się do pana ministra z pytaniem, czy senacka poprawka nakłada na nas obowiązek przebadania się w ciągu trzech mie­sięcy, czy może pięciu lat od wejścia ustawy w życie. Nie jest to bowiem precyzyjnie określone w ustawie, a ma przecież szczególne znaczenie dla 126 tysięcy myśliwych. Jeśli wszyscy ruszą do kilkudziesięciu lekarzy spe­cjalizujących się w wydawaniu orze­czeń, kolejki będą kosmiczne. Może się okazać, że za kilka miesięcy nie będzie miał kto polować, bo poli­cja cofnie nam wszystkim pozwole­nia. Usłyszałam, że nie jest to pytanie do resortu, bo poprawkę zgłosili sena­torowie. Czysta farsa!

– W Sejmie mówiła Pani, że ustawa otwiera drogę do prywatyzacji łowiectwa. To nie jest czarnowidztwo?

– To realizm. Kto zgodzi się działać w zarządzie koła łowieckiego, skoro w przypadku bankructwa będzie odpo­wiadał własnym majątkiem? Nie oszu­kujmy się – zmierzamy powoli w kie­runku prywatyzacji łowiectwa w Polsce, a co za tym idzie – w kierunku prywaty­zacji lasów.

– Federacja Stowarzyszeń Myśliwych i Obrońców Dzikiej Przyrody FACE, organ doradczy Parlamentu Europejskiego, twierdzi, że znowelizowane Prawo łowieckie stoi w sprzeczności z Europejską konwencją praw człowieka. Czy eurodeputowani PSL podniosą tę kwestię w Brukseli?

– Wykorzystamy wszystkie moż­liwości. W tej chwili przygotowu­jemy skargę do Trybunału Konsty­tucyjnego, nie zrezygnujemy także z działań na forum europejskim. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by odwrócić choć część szko­dliwych i złych przepisów niszczą­cych polską kynologię czy sokolnic­two. Łowiectwo jest ważną częścią naszego narodowego dziedzictwa i zasługuje na mądre uregulowania w tej kwestii.

– Myśli Pani poseł, że po kolejnych wyborach parlamentarnych uda się zbu­dować koalicję, która będzie miała siłę zmienić prawo łowieckie?

– Nie możemy nawet tak myśleć! Ustawę trzeba poprawić jak najszyb­ciej! Polskie Stronnictwo Ludowe – i ja osobiście – będziemy przekonywać wszystkie kluby do gruntownego prze­budowania ustawy. Polskie łowiectwo i leśnictwo to naprawdę unikatowy model odpowiedzialnego kształtowania i eksploatacji zasobów przyrodniczych. Nie możemy pozwolić, aby nieodpo­wiedzialni politycy sprywatyzowali przyrodę!

Rozmawiał Bartosz Marzec

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter