Kłusownik na haku

Historia jest wyjątkowo ponura, aż trudno uwierzyć, że naprawdę się wydarzyła. W lesie pod Sokółką ktoś założył mor­dercze nęcisko na drapieżniki. 

Kilka kilogramów mięsa naszpikowano wędkarskimi kotwiczkami i haczykami. Sąd Rejonowy w Białymstoku uznał, że sprawcą jest myśliwy i skazał go na pół roku więzienia.

Nęcisko odkrył zbieracz zrzutów. Zaprowadził na miejsce strażników leśnych. Duży połeć wieprzowiny zawie­szony był na pniu drzewa. Strażnicy znaleźli w nim prawie sto kotwiczek i sporych, karpiowych haków. I kolejne odkrycie. Kilka metrów od nęciska foto­pułapka z obiektywem wycelowanym właśnie w zabójczą wieprzowinę.

Strażnicy leśni przekazali sprawę Policji. Ruszyło śledztwo w kierunku znęcania się nad zwierzętami ze szcze­gólnym okrucieństwem. Pojawił się ciąg poszlak, który pozwolił policjan­tom na wytypowanie sprawcy. Między innymi nagranie z rejestratora zawie­szonego na drzewie. Widać na nim postać mężczyzny, który fotopułapkę w tym miejscu umieścił. Kolejne nagranie pochodzi z monitoringu miejscowego sklepu wędkarskiego. Człowiek wykupił cały zapas kotwi­czek, a że było mu mało, wziął jeszcze kilkadziesiąt karpiowych haków. Z wie­ści nieoficjalnych wynika, że obsługa sklepu uznała, iż może to być rybacki kłusownik uzupełniający swój arse­nał. Ktoś dał znać Państwowej Straży Rybackiej, ta skojarzyła fakty i powia­domiła Straż Leśną. Do tego doszły ustalenia operacyjne. Policja uznała, że ma sprawcę.

Środowisko białostockich myśliwych przeżyło szok, gdy gruchnęła wiadomość, że prokurator postawił zarzuty miejsco­wemu myśliwemu. To mężczyzna w śred­nim wieku, z ponaddwudziestoletnim stażem łowieckim. Podejrzany nie przy­znał się do winy. Potwierdził, że to on założył fotopułapkę, ale tylko dlatego, ponieważ natrafił na nęcisko z kotwicz­kami, chciał wykryć sprawcę i jedno­cześnie zdobyć koronny dowód jego winy w postaci nagrania. Nie wyjaśnił, dlaczego nie usunął z lasu nęciska, choć wiedział, że pozostawienie go tam naraża zwierzynę na śmierć w męczarniach.

Prokuratura Rejonowa w Białymstoku oskarżyła myśliwego o to, że działając ze szczególnym okrucieństwem, usiłował uśmiercić zwierzęta wolno żyjące w ten sposób, że zawiesił na drzewie mięso nabite hakami i kotwicami wędkarskimi w celu zadania zwierzętom bólu i cierpie­nia, jednakże zamierzonego celu nie osią­gnął z uwagi na interwencję strażników leśnych. 4 października br. sąd uznał oskarżonego za winnego i na podstawie przepisów karnych ustawy o ochronie zwierząt skazał go na pół roku więzienia z warunkowym zawieszeniem wykona­nia kary na dwuletni okres próby oraz orzekł środki karne w postaci dwulet­niego zakazu posiadania zwierząt i pię­cioletniego zakazu udziału w polowa­niach. Do tego 5 tysięcy złotych nawiązki na schronisko dla zwierząt. Wyrok nie jest prawomocny.

Wszystkich nurtuje motyw działania sprawcy. Kimkolwiek jest, nie chodziło mu o wejście w posiadanie zwierzyny, która po zjedzeniu kotwic mogła paść nawet kilkanaście kilometrów od nęciska.

I tu pojawiła się poszlaka, która ma swój szalony sens. Z wieści nie­oficjalnych wynika, że mogło pójść o wilki. Przestępca być może nie chciał u siebie wilków. Postanowił zlikwido­wać watahę mięsem naszpikowanym wędkarskimi kotwicami. Redakcja dotarła do myśliwego skazanego przez sąd w Białymstoku. Mężczyzna oświad­czył, że składa odwołanie od wyroku i odmówił dalszej rozmowy.

Marek Ledwosiński / fot. Shutterstock.

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter

    Google Plus


    • 13 Dec 2017

    • 12 Dec 2017

    • 11 Dec 2017

    • 10 Dec 2017

    • 9 Dec 2017

    • 8 Dec 2017

    • 8 Dec 2017

    • 6 Dec 2017

    • 5 Dec 2017

    • 4 Dec 2017