Kłusownik w termokamerze

Straż Leśna w Strzelcach Kra­jeńskich złapała kłusownika. Nie uniknie kary, bo są twarde dowody. Przestępcę na gorącym uczynku nagrała kamera termowizyjna.

– Problemów z kłusownictwem w zasadzie nie mamy – ocenia nadleśniczy Grzegorz Jankowski. – Starzy kłusownicy powymierali, nowi się nie garną, bo to „robota” niełatwa i niebez­pieczna. To był chyba już ostatni wete­ran na naszym terenie. Rok temu dostał wyrok za wnykarstwo. No, to teraz będzie recydywa…

Weterana pokonała najnowsza tech­nika. Najpierw, w biały dzień, „schwy­tała” go fotopułapka. Kilka godzin później wystąpił w roli głównej w filmie o stawianiu wnyków, nagranym ukrytą kamerą termowizyjną.

– To był rutynowy patrol – wspo­mina komendant Straży Leśnej Nadleśnictwa Strzelce Krajeńskie Wojciech Szpalik. – Dostrzegliśmy dwa stalowe oka zawieszone na mocno wydepta­nej ścieżce zwierzyny. Postanowiliśmy złapać zbója i zdobyć żelazne dowody, by na pewno nie uniknął kary.

Strażnicy nie zdjęli wnyków. Kłusow­nik, zanim podejdzie do drutów, obser­wuje je z daleka. Bywa, że dostrzegłszy czyjąś interwencję, miejsce to porzuca, bo się boi, że jest obserwowany. Leśnicy zabezpieczyli oka przed zaciągnięciem i zainstalowali na drzewie doskonale zamaskowaną fotopułapkę. Prócz tego wymościli dla siebie czatownię. Byli nie­widoczni, a sami mogli dokładnie obser­wować ścieżkę z kłusowniczymi sidłami.

Sprawca pojawił się! Sprawdził druty. Nie dostrzegł, że są zabloko­wane. Rozpoznali go od razu. Niemal 70-letni mieszkaniec popegeerowskich bloków. Niespełna rok temu dostał wyrok w zawieszeniu za kłusownictwo. Wyjątkowo bezczelny. Chodził do lasu za zwierzyną w okresie sądowej próby.

Obecność człowieka w pobliżu zasta­wionych sideł nie jest twardym dowo­dem. Sprawca zawsze mógł się wykpić, że po prostu poszedł na spacer. Trzeba go było sprowokować do konkretnego, przestępczego działania.

– Zrzuciliśmy jedno oko na zie­mię. Wyglądało to bardzo naturalnie. Liczyliśmy na to, że sprawca będzie poprawiał druty, jednak zbliżała się noc. Zainstalowaliśmy swój naj­świeższy nabytek, automatyczną kamerę termowizyjną – wspomina szef straży.

Scenariusz spełnił się doskonale. Leśnicy dostrzegli rankiem świeżo poprawiony wnyk. Odtworzyli film z termokamery, na którym widać dokładnie mężczyznę skupionego na kłusowniczej robocie. Wspólny patrol strażników leśnych i policjan­tów pojawił się w mieszkaniu kłu­sownika. Mężczyzna wszystkiemu zaprzeczał. Zmienił front po przeszu­kaniu budynku gospodarczego. Policja znalazła tam druciane oka przygo­towane do wystawienia w lesie. Cał­kowicie się załamał, gdy mundurowi pokazali mu zdjęcia z fotopułapki i nagranie z fotokamery. Przyznał się do winy. Usłyszał zarzut usiłowania dokonania przestępstwa opisanego w art. 53 pkt 5 Prawa łowieckiego. Polega ono na wchodzeniu w posia­danie zwierzyny za pomocą broni i amunicji innej niż myśliwska, środ­ków i materiałów wybuchowych, trucizn, karmy o właściwościach odurzających, sztucznego światła, lepów, wnyków, żelaz, samostrza­łów lub rozkopywaniu nor i innych niedozwolonych środków. Stawia­nie wnyków, bez względu na to, czy weszła w nie zwierzyna czy nie, to książkowy przykład usiłowania popełnienia tego przestępstwa. Już za samo usiłowanie grozi do pięciu lat więzienia.

– Rejestrator termowizyjny to spory wydatek, ale zaczyna na siebie zara­biać. Kamerę mamy zaledwie od trzech miesięcy, a groźny przestępca wnykarz wyeliminowany – cieszy się Grzegorz Jankowski.

Nadleśniczy nie ma wątpliwości, że zaawansowana technika, obok opera­cyjnego rozpoznania, to klucz do walki z leśnymi przestępcami. Proste fotopu­łapki nie wystarczają. Ale bariera finan­sowa jest spora – profesjonalny zestaw termowizyjny kosztuje około 20 tys. złotych.

Marek Ledwosiński

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter

    Google Plus