Kto podłożył świnię

Policja szuka człowieka, który pod wioską Łozy w powie­cie siedleckim porzucił w lesie kilka martwych świń. 

Truchła znaleźli myśliwi i to oni wezwali służby wetery­naryjne. Na szczęście martwe świnie nie były chore na ASF.

Pod koniec stycznia myśliwi z miej­scowego koła łowieckiego przeczesywali swój obwód w poszukiwaniu mar­twych dzików. Zamiast truchła czar­nego zwierza znaleźli szczątki kilku świń domowych. Większość była rozczłon­kowana i objedzona przez drapieżniki i kruki. Po liczbie czaszek i kręgosłupów uznano, że w lesie leżą szczątki czterech sporych tuczników.

Powiat siedlecki w województwie mazowieckim walczy z afrykańskim pomorem świń. Do tej pory zna­leziono tam 66 martwych dzików padłych na ASF. Choroba pojawiła się też w pięciu gospodarstwach rolnych. Trzeba tam było wybić i zutylizo­wać kilkaset sztuk trzody chlewnej. Pojawiło się ryzyko, że tuczniki zna­lezione w lesie padły na afrykański pomór, bezmyślny hodowca zaś posta­nowił zataić ten fakt przed służbą weterynaryjną.

Lekarze pobrali próbki do badań i zdezynfekowali teren wokół zna­leziska. Padlina poszła do utylizacji. Po kilku dniach z Państwowego Insty­tutu Weterynarii w Puławach przyszły wyniki badań. Świnie, na szczęście, były wolne od ASF.

Miejscowa policja, wspierana przez Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Siedlcach, wszczęła poszukiwania właściciela martwych świń. Nie dały one rezultatu. Nie znaleziono jakichkol­wiek znaków identyfikacyjnych. Może to sugerować, że tuczniki nigdy nie były rejestrowane, pochodziły z nielegalnej hodowli, funkcjonującej poza nadzorem weterynaryjnym.

Jeśli porzucone tuczniki byłyby zarażone ASF – skutki byłyby poważne. Szczątki zwierząt rozwłóczyły po lesie drapieżniki. Każdy fragment truchła byłby potencjalnym źródłem zakażenia, czynnym patologicznie przez wiele mie­sięcy. Znany jest przypadek przetrwania wirusów ASF w zakopanej świńskiej śle­dzionie przez 270 dni!

Nie jest to odosobniony przypadek porzucania w ustronnych miejscach martwych świń. Rolnicy, przewidu­jąc, że to ASF zabił ich trzodę, łamią prawo w obawie przed finansowymi skutkami likwidacji hodowli. Pół roku temu w wiosce Mosty w powiecie par­czewskim znaleziono martwą sztukę na odludnej łące. Padła na afrykański pomór. Sprawcy nie wykryto. Warto tu przypomnieć kulisy pierwszego w Polsce ogniska choroby, wykrytego w 2014 roku w wiosce Zielona koło Gródka. Rolnik w tajemnicy przed weterynarzami zakopał świnie, które zabił afrykański pomór. Trzeba było przeprowadzić ekshumację.

Weterynarze z Siedlec narzekają na niski poziom bioasekuracji. Na pięć ognisk wśród trzody w powiecie tylko w jednym wypadku zabezpieczenie gospodarstwa nie budziło zastrzeżeń. W jednym z pozostałych, najmniej­szym, zaniedbania rolnika były tak duże, że odmówiono mu odszkodowa­nia za likwidację hodowli. W kolejnych rolnicy wiedzieli, że nie sprostają rygo­rom ochronnym, zgłosili chęć rezygnacji z hodowli trzody chlewnej, jednak nie zdążyli – pomór wszedł do ich nie­zabezpieczonych gospodarstw zanim pozbyli się świń. Powiat jest poważnie zagrożony afrykańskim pomorem świń. W terenie wyznaczone są wszystkie trzy strefy obostrzeń – niebieska, czerwona i żółta. Raz na dwa tygodnie obwody łowieckie przeczesywane są przez połą­czone ekipy leśników i myśliwych. Każdy znaleziony martwy dzik idzie do badań.

Z kolei każda sztuka padłej trzody chlewnej po pobraniu prób do analizy laboratoryjnej musi trafić do utyli­zacji. Proces ten, według obecnych przepisów, przebiega dwuetapowo. Pierwszy to sterylizacja ciśnieniowa w temperaturze 133°C przy ciśnieniu bezwzględnym co najmniej 3 barów. Trwa ona nie krócej niż 20 minut. Pozostałości, mączka mięsno-kostna i tłuszcz, niszczone są w certyfikowa­nych spalarniach.

W dobie walki z ASF zatajanie upadków trzody chlewnej to bardzo poważne wykroczenie. Kara może wynosić nawet kilkanaście tysięcy złotych.

Marek Ledwosiński / fot. iStock.

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter