Lisy dla nauki

Bez pomocy myśliwych naukowcy nie mogliby przeprowadzić badań nad kleszczami i nad ich rolą w rozprzestrzenianiu poszczegól­nych patogenów.

Kleszcz łąkowy zareagował na ocieplenie klimatu i zajmuje nowe terytoria. W naszym kraju badacze potwierdzili dwa podstawowe kierunki jego ekspansji – z Małopol­ski na wschód oraz w Polsce środko­wej od Wisły w kierunku zachodnim. Oznacza to, że właśnie centrum kraju, głównie Kujawy i Wielkopolska, mogą być celem jego wędrówki. A to nie­zwykle groźny pajęczak. Nie przenosi, co prawda, boreliozy, ale odpowiada za tzw. kleszczowe zapalenie mózgu i babeszjozę, zabójczą chorobę psowa­tych, wywoływaną przez pierwotniaki.

Badania nad kleszczami i nad ich rolą w rozprzestrzenianiu poszczegól­nych patogenów prowadzą naukowcy z Zakładu Parazytologii Wydziału Biolo­gii Uniwersytetu Warszawskiego. Współ­pracują z nimi specjaliści z Uniwersy­tetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Pojawił się pogląd, że ważnym ele­mentem choroby są relacje między kleszczami, które pierwotniaki mogą przenosić, i żywicielami kleszczy, czyli wolno żyjącymi drapieżnikami, głównie lisami. Aby potwierdzić tę tezę i zbadać skalę zjawiska, niezbędny jest materiał biologiczny pochodzący od lisów. Nie da się jednak pobrać krwi od żywego przechery ani też „wyłuskać” pasoży­tów z jego skóry. Dlatego tusze świeżo strzelonych lisów stały się dla badaczy niezwykle cenne.

– Poprosiliśmy poszczególne okręgi PZŁ Polski centralnej o pomoc – rela­cjonuje szefowa badawczego projektu prof. Anna Bajer z Uniwersytetu War­szawskiego. – Myśliwi dostarczyli nam łącznie ponad 250 strzelonych lisów. Większość lisich tusz pochodzi z Kujaw.

W okręgu włocławskim projekt badawczy zbiegł się w czasie z polowa­niami na lisy, prowadzonymi w ramach I Kujawsko-Dobrzyńskich Łowów na Drapieżniki. Koła łowieckie poszcze­gólnych powiatów polowały przez cały weekend, łowy zaś kończył uroczysty pokot, organizowany wspólnie dla każ­dego powiatu. Naukowcy przejęli lisy z wszystkich powiatowych pokotów.

Wstępne oględziny, prowadzone jeszcze w terenie, wykazały, że znacząca liczba lisów zaatakowana była przez kleszcze. Badania sekcyjne potwier­dziły również wysoki poziom inwazji nicieni, głównie glisty psiej, oraz obec­ność dojrzałych postaci przywr Alaria alata, znanych myśliwym obiegowo jako motyliczka mięśniowa. Lis jest żywicielem ostatecznym tego pasożyta. Inwazja u lisów w oczywisty sposób sugeruje, że alariozą mogą być rów­nież dotknięte dziki bytujące na tym samym obszarze.

Badacze zdjęli kleszcze ze strzelo­nych lisów. Określą precyzyjnie ich gatu­nek i – w przypadku kleszcza łąkowego – wytyczą aktualne kierunki i nasilenie ekspansji. Postarają się też wyselekcjo­nować DNA ewentualnych patogenów przenoszonych przez te pajęczaki. Cho­dzi głównie o pierwotniaki wywołujące babeszjozę. Tej samej analizie będzie poddana farba lisów pobrana z wnętrza strzelonych drapieżników.

Sporo kół łowieckich, na podstawie całorocznych obserwacji, sugeruje zniż­kową tendencję pogłowia lisów. Mówią, że lisów zwyczajnie jest mniej. Z pew­nością znaczenie ma wysoki odstrzał. Może się jednak okazać, że to skutek chorób, które wcześniej występowały w mniejszym nasileniu. Jedną z nich może być babeszjoza, szczególnie groźna dla niedolisków. Wiele przemawia za tym, że swoiste ekoepidemiologiczne koło nie zamknęłoby się bez udziału kleszcza łąkowego.

W minionych latach lisią populację trzymała w ryzach wścieklizna, skutecz­nie zwalczona szczepionkami zrzuca­nymi z samolotów. Może się okazać, że natura opracowała nowy bat na lisy, który wściekliznę ma zastąpić.

Marek Ledwosiński

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter