Magia trofeum

Jedno spojrzenie na wieniec byka, parostki rogacza czy dziczy oręż przenosi nas – niby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – w odległe czasy.

Odżywają nagle sceny łowów i dawne emocje. Powracają wspomnienia ludzi, którzy wprowadzali nas do grona myśliwych, a później dzielili z nami myśliwskie sukcesy i niepowodzenia. Pięknie napisał o tym Zygmunt Świętorzecki, nasz wieloletni współpracownik. Zapraszamy do lektury!

BM

***

Najcenniejsze trofeum – Zygmunt Świętorzecki 

Wartość trofeum łowieckiego jest wartością względną. Nie zawsze dla myśliwego najcenniejszymi będą kapitalne wieńce czy szable dzicze, choć na ogół ocenia się trofeum według jego jakości. Na łopatach łosich liczymy pasynki, mierzymy szerokość i rozpiętość rosoch, w wieńcach jelenich liczbę odnóg, masę, kształt i grubość tyk, przy ocenie dziczych szabel kierujemy się ich długością i szerokością.
Słusznie czynimy, gdyż wynik tych pomiarów i obserwacji pozwala wyciągnąć wnioski dotyczące naszych zwierzostanów, nagradzać medalami i dyplomami, wybierać dla muzealnych zbiorów okazy najcenniejsze.

Jednak na tym nie koniec. Dla zdobywcy trofeum łowieckie ma inną jeszcze wartość, wartość uczuciową. Myśliwy cieszy się ze zdobycia rekordowego wieńca lub wspania­łych szabel, lecz oprócz tej radości i słusz­nej dumy odczuwa ponadto coś, co gra do­minującą rolę w jego przeżyciach. Nieraz trofeum słabsze, mniej wspaniałe ma dla nie­go wartość wyjątkową, łączy się bowiem ze wspomnieniem okoliczności specjalnych. Mo­że wyjątkowych trudów w pokonywaniu przeszkód, wyjątkowo uciążliwych zabiegów, które doprowadziły do zdobycia tego „gor­szego” wieńca.

Sądzę, że dla większości myśliwych każde trofeum jest przede wszystkim łącznikiem z minionym przeżyciem, wzbudza wspomnie­nia, w których decydują momenty czysto uczuciowe, a także indywidualna wrażliwość. Patrząc na zdobiące ścianę szable, parostki czy wieńce, myśliwy przypomina sobie mi­nione chwile emocji łowieckich, przypomina okoliczności, warunki, w których trofeum zostało zdobyte. I stąd niekiedy trofeum, nie mające właściwie żadnej wartości przed­miotowej, jest mimo to dla myśliwego bez­cenną pamiątką. A zatem ocena przedmioto­wa i uczuciowa nie zawsze idą w parze i po­dlegają zupełnie odmiennym kryteriom. Tro­feum przypomina wzruszenia, emocje ło­wieckie i dlatego myśliwi są tak głęboko przywiązani do swoich zbiorów łowieckich. Prócz wieńca, szabel czy parostków łącz­nikiem z minionymi przygodami łowieckimi są jeszcze notatki myśliwskie, utrwalające nasze polowania, rozkłady i najbardziej zna­mienne przeżycia. Dzięki notatkom możemy te przeżycia — już nieco przyćmione — od­szukać w pamięci, możemy powrócić do nich poprzez troski dnia powszedniego.

Kataklizmy, które wstrząsnęły naszym po­koleniem, w znacznej części zniszczyły nasz dorobek kulturalny. W zawierusze wojennej zginęło wiele dzieł sztuki, zginęły księgo­zbiory pełne „białych kruków”, kolekcje pieczołowicie kompletowane przez pokolenia. Wiele naszych trofeów myśliwskich uległo również zagładzie, a przed grabieżczymi rę­kami najeźdźców nieczęsto udało się ochro­nić i notatki myśliwskie. Ale nie będę chy­ba w błędzie, jeżeli zaryzykuję twierdzenie, że tych notatników ocalało stosunkowo wię­cej niż innych przedmiotów naszego dorob­ku łowieckiego, chociażby dlatego, iż łatwiej było je ratować od innych trofeów. Znam myśliwych, którzy z płonących domów, spod gradu bomb ratowali swoje notatki, niczym najcenniejsze przedmioty. Zamazane cyfry, daty, nazwy miejscowości, nazwiska współ­towarzyszy stanowią dziś dla nich najdroż­sze wspomnienia. Czemuż ci ludzie stojący nieraz w obliczu śmiertelnego niebezpieczeń­stwa ratowali te pozornie bezwartościowe notatki? Odpowiedź może być tylko jedna: karteluszki te stanowiły część ich dorobku życiowego, gdyż jak mówił Julian Ejsmond „…widzieli w nich swój różaniec przygód ło­wieckich. Przygód przetykanych czasami cennymi klejnotami, które w tym różańcu, jak wiecznie żywym ogniem lśniące brylanty, przetykają zwykłe, szare paciorki, drobne, ale jakże cenne i bliskie duszy prawdziwego myśliwego”.

Nieraz zmęczony pracą siadam w fotelu i w przyćmionym świetle lampy otwieram notatnik, kartka po kartce przeglądając za­piski łowieckie. Rzucam okiem na daty, naz­wy miejscowości, imiona. Nachodzą wspom­nienia, przenoszę się myślą w dawno minio­ne czasy, wędruję po ciemnych borach, po mszarach i trzęsawiskach. Zmęczony wzrok pada na ocalałe, nieliczne trofea, zdobiące pokój. Wieniec jeleni, skóra rysia, wachlarz głuszca.

Nawet dochodzący z ulicy gwar wielkiego miasta nie mąci uroku tej chwili. Dudnienie autobusów, dzwonki tramwajowe nie prze­szkadzają myślom ulecieć daleko, w puszczę, na groblę, gdzie przejeżdżając ostatni grząs­ki wybój, ostatni okrąglak — udawało się szczęśliwie zerwać łączność „ze światem”, zo­stawiając „życie” na drugim końcu karkołomnej drogi.

Tam pełną piersią wdychało się ożywcze powietrze, przepojone wonią ży­wicy i mszaru. Tam szumiąc niesie rzeka wezbrane wody wiosenne, wylewa je z brzegów i tworzy błę­kitne lustra, wrzynające się w ciemne lasy. Nad rozlewiskiem roi się i kłębi przeróżne błotne ptactwo. Stada kaczek świszcząc i war­cząc skrzydłami przelatują nad błękitną tonią, napełniając powietrze życiem i gwarem. Mnó­stwo kaczek! Zielonogłowe krzyżówki lśniące szmaragdem skrzydeł, ozdobne cyraneczki, bystre cyranki, barwne płaskonosy i wiele jeszcze innych odmian wędrownych. U brze­gów krążą wielkie kuliki, zwołujące się me­lodyjnym, rzewnym głosem, w szuwarach hu­czą tajemnicze bąki, żurawie wygrywają głośne fanfary, białe rybitwy śmigają w pro­mieniach słońca ponad perlącymi się falami, a powyżej unoszą się w błękicie rybołowy i kanie. W pobliskiej olszynie o wieczornym zmroku ciągną słonki, o świcie zaś rój lśnią­cych granatem cietrzewi wygrywa na sąsied­niej łące miłosne pienia.

Gdzieś daleko, na mszarze wśród lasów, na karłowatych, rozłożystych sosnach tokują głuszce, a dusza myśliwska w tym odosob­nieniu od ludzi i świata raduje się, serce wzbiera ochotą.

Zwiastun budzącego się dnia, lekki powiew cichym szelestem przemyka po wierzchołkach dębów-olbrzymów, szumi żółkniejącymi liść­mi. Z ramienia zwisa sztucer. Wzrok gubi się w mroku wąskiej, przysypanej liśćmi ciem­nej drożyny, prowadzącej w głąb puszczy. „U-oo, U-oo!” zawabi wabiarz, a las odpo­wie mu cichym echem. Nagle niby prąd elektryczny przeniknie ciało, gdy łoś stęknie gdzieś w głuchym ostępie.

Myśl mknie dalej w przeszłość. Oto pu­szcza spowita białym, śnieżnym całunem, przysypane puchem gałęzie drzew tworzą girlandy iskrzące się w zimnych promieniach słońca. Pojedyncze świerki stoją niby białe kolumny, a ponad nimi zwarte, oszronione konary boru. Żaden głos nie przerywa ciszy, żaden dźwięk jej nie mąci, słyszy się własny oddech i bicie serca. Z oddali dochodzą me­lodyjne tony myśliwskiego rogu i znowu ci­sza. Chwila naprężonego oczekiwania… W głębi ostępu poruszył się szary cień, przemknął, niknie… zbliża się, stanął, patrzy. Trójkątny łeb opuścił ku ziemi, wietrzy, pod­niósł głowę. Suchy trzask sztucerowego strzału.

Po oślizgłych, mchem porosłych kładkach wiedzie poprzez rojsty i moczary wąska dro­żyna. Idzie się w gwiaździstą noc, na wscho­dzie zapalają się świetliste blaski różowej zorzy. Puszcza budzi się pomału, a w głębi tonących jeszcze we mgle ostępów odzywa się ledwo uchwytne pierwsze klapnięcie głuszca. Płynie czarowna pieśń z tajemni­czym szlifowaniem i niebawem w pierwszych blaskach wstającego dnia na seledynowym tle nieba rysuje się czarna sylwetka roztokowanego koguta.

W lesie kręta ścieżka wije się do stano­wisk niby wąż, przez olchy i łozy od ostrów­ka do ostrówka. Rosną tu wiekowe dęby, stare osiny, tu i ówdzie świerki i sosny. Oko myśliwskie raduje się na widok licznych tropów jeleni i dzików, a niekiedy i aksa­mitnych łap rysia. Przed stanowiskiem pię­trzą się zwały dawnego pokolenia obumar­łych olbrzymów. Korzenie drzew powyry­wanych przez burze tworzą fantastyczne kształty. Myśliwy wypatruje wśród nich miejsca, kędy mógłby się ukazać zwierz upragniony…

A gdy raptem nieznośnym zgrzytem odez­wie się telefon, z niechęcią sięgam po słu­chawkę i z konieczności przerywam dalszą wędrówkę w dawno minione lata.

Zygmunt Świętorzecki / fot. archiwum „Łowca Polskiego”

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter

    Google Plus


    • 18 Jan 2018

    • 17 Jan 2018

    • 15 Jan 2018

    • 13 Jan 2018

    • 12 Jan 2018

    • 11 Jan 2018

    • 10 Jan 2018

    • 9 Jan 2018

    • 7 Jan 2018

    • 6 Jan 2018