Nawrócony dzik

Dziki w miastach to już norma. Nikogo nie dziwią zbuchto­wane klomby i trawniki. A jed­nak pojawienie się czarnego zwierza w kościele to niecodzienny widok.

Halemba – osiedle Rudy Śląskiej. Mieszkają tu głównie górnicy, pracow­nicy kopalni i emeryci. W niedzielę pobliski kościół jest pełen wiernych. Nie inaczej było pod koniec stycznia.

– Poranne nabożeństwo po nocnej szychcie – wspomina Tomasz Kurek, właściciel firmy zajmującej się dzikimi zwierzętami stwarzającymi problemy w miastach. – Kilkanaście minut po rozpoczęciu mszy w nawie głów­nej pojawił się dzik. Przelatek, około 50–60 kg, rozbił szybę w drzwiach wejściowych i wtargnął do środka. Widząc dziesiątki osób, wpadł w panikę. Uszkodził figurę Chrystusa Frasobliwego i stłukł wazon.

Ludzie zaczęli wskakiwać na ławki bądź zastawiać się nimi. Ktoś zadzwonił po dzielnicowego. Popłoch wśród wier­nych trwał kilkanaście minut. W końcu mieszkańcy Halemby zaczęli tworzyć korytarz z ławek i wypędzać zdezorien­towanego dzika. Wtedy przelatek opu­ścił świątynię i wrócił do watahy buch­tującej pobliskie trawniki.

Czemu przelatek wtargnął do kościoła – trudno powiedzieć. Nikt go nie spłoszył, nie uciekał też przed zdziczałymi psami. Podobne zdarze­nie miało miejsce cztery lata wcześniej, kiedy cała wataha odwiedziła jeden ze śląskich dyskontów, a także pod koniec ubiegłego roku, gdy przelatek wszedł do marketu w Nowym Dworze Mazowieckim.

Z powodu coraz większych popula­cji dzików w naszych miastach będzie dochodzić do ataków na ludzi, wypad­ków komunikacyjnych i szkód na tere­nach zielonych. W tej sytuacji coraz więcej aglomeracji zatrudnia specjali­styczne firmy. Nie wszyscy jednak rozu­mieją, że w niektórych przypadkach jest konieczne uśmiercenie zwierzaka.

Przykładem może być odstrzelenie dzika na osiedlu w Jaworznie. Sprawa została nagłośniona przez media. Ich uwadze uszło jednak to, że dziki bytujące na tym osiedlu dwukrotnie zaatakowały mieszkańców i że strzał padł w miejscu gwarantującym bezpieczeństwo osób postronnych. Na podkreślenie zasługiwał również fakt, że teren otoczyli strażnicy miej­scy i strażacy.

– Z moich doświadczeń wynika, że blisko 90 proc. dzików schwytanych i wywiezionych z aglomeracji powraca, jeżeli nie do tego samego miasta, to do innego – mówi Tomasz Kurek. – Mam na to dowody. Odłowiłem kie­dyś watahę warchlaków i wywiozłem je do zamkniętej zagrody. Każdemu dzikowi założyłem kolczyk. Wkrótce jedna sztuka uciekła, a po siedmiu latach odstrzeliłem ją dokładnie w tym samym miejscu, z którego została zabrana.

Problem dzików w miastach będzie narastał. Niezwykle istotna jest kampa­nia informująca o zakazie dokarmiania dzikich zwierząt i odpowiednie zabez­pieczanie pojemników na śmieci, które ściągają dziki.

Wacław Matysek

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter