Pijany jak… dzik

W lecznicy dla zwierząt w Piotr­kowie Trybunalskim tuż przed Bożym Narodzeniem zadzwonił telefon. Głos w słuchawce postawił doktora Zbigniewa Skrzeka na baczność. Rolnik z nieodległej wioski w emocjach meldował:

– Za stodołą leży martwy dzik. Ogromny. Pewnie padł na afrykański pomór świń!

W dobie ASF takiego sygnału nie można było lekceważyć. Doktor natych­miast ruszył w drogę.

– Idziemy za stodołę i faktycznie leży tam w bezruchu ogromne dziczy­sko – wspomina dr Skrzek. – Poznałem go od razu po srebrnych bokobrodach i białych rapetach.

– Chrumek, stary druhu, co ty tu robisz?

Doktor pochylił się nad dzikiem, szu­kając zewnętrznych obrażeń. I… radość nie do opisania – dzicza komora unosi się i opada w regularnym oddechu. Odyniec żył, ale był głęboko nieprzy­tomny. I to wtedy prosto w nos buch­nął doktorowi odór przetrawionego alkoholu dobywający się z tabakiery Chrumka. Dzik był pijany!

Pięcioletni odyniec Chrumek niemal od urodzenia mieszkał w przyrodniczym ośrodku rehabilitacyjno-edukacyjnym Nadleśnictwa Piotrków. Placówka opie­kuje się sierotami dzikich zwierząt, leczy i rehabilituje sztuki ranne i chore. Chru­mek trafił tu jako osierocony pasiak.

W połowie grudnia zniknął z zagrody. Nocą ogrodzenie rozbiła huczkowa wataha. Odyniec do niej dołączył. Zaspokoiwszy dzicze chu­cie poczuł głód. Nie umiał korzystać z naturalnego żeru. Ruszył w kierunku tego, co mu znane – do wioski. Trzeba trafu, że rolnik wyrzucił za stodołę nalewkową nastawę. Nasycone spi­rytusem śliwki, wiśnie i owoce aro­nii. Chrumek żerował na nich długo. Świadczy o tym masa odchodów pełna niestrawionych pestek. Pić trzeba umieć, Chrumek niestety nie umiał. Zalał się do nieprzytomności.

– Na co dzień opiekuję się zwie­rzętami z ośrodka. Chrumka znam doskonale. Natychmiast zadzwoniłem do opiekuna odyniaszka z radosną nowiną, że dzik się odnalazł.

Tymczasem szef placówki Paweł Kowalski odchodził od zmysłów. Chrumek był niemal członkiem rodziny. Leśnik bał się, że dzik zginął na polowaniu. Obdzwonił wszyst­kich okolicznych myśliwych, by nie strzelali dużego odyńca, który nie wykazuje lęku przed człowiekiem. Wiedział jednak, że w emocjach polo­wania takie ostrzeżenie mogło być nieskuteczne.

– Gdy przyjechałem na miejsce, Chrumek nadal był nieprzytomny – wspomina Paweł Kowalski. – Zapako­waliśmy go na przyczepkę i ruszyliśmy do domu. W ośrodku klasyczna pijacka reanimacja. Glukoza i roztwór fizjolo­giczny soli, podawane dożylnie. Dzik był tak pijany, że nie reagował na pod­łączane mu kroplówki. Otworzył oczy następnego dnia. Kac męczył go przez kolejne dwie doby. Jadł niewiele, poru­szał się z trudem, wypił hektolitry wody.

Zdjęcia pijanego dzika trafiły do Internetu. Historia Chrumka stała się głośna w Polsce i za granicą. Mówiły o niej nawet stacje telewizyjne za oce­anem. Chrumek źle znosi niechlubną popularność.

– Byłem u niego w noc wigilijną, gdy zwierzęta mówią ludzkim głosem – wyznaje opiekun dzika. – Przepro­sił za cały incydent i obiecał, że koniec z gorzałą. Chrumek to dzik charakterny. Od świąt nie wypił ani kropli.

Marek Ledwosiński / fot. Paweł Kowalski

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter