Portret z piórkiem

Pięknie wydana i bogato ilustrowana książka pt. „Mirek” to portret Mirosława Pokory – wspaniałego plastyka i myśliwego. Jego łatwo rozpoznawalne rysunki przez kilkadziesiąt lat ukazywały się na łamach „Łowca Polskiego”.

Mirek - Sylwetka Mirosława Pokory

Spośród prac Mirosława Pokory (1933–2005) szczególnie lubię tę przedstawiającą rogacza drzemiącego pod sosną. W „chmurce” nad jego łebkiem widzimy senne marzenie: dzielny capek szarżuje na salwującego się ucieczką myśliwego. Zawsze bawi mnie też ilustracja, na której gruby orężny odyniec przychylnie patrzy na łowcę odkorkowującego butelkę szampana. Ale czy taka wyliczanka ma większy sens? W końcu każdy rysunkowy „strzał” Mirosława Pokory był trafiony! Choćby głuszec z gitarą – wiadomo: kogut namiętnie gra, to trubadur wiosny. Albo słonka na poduszce. Wszak każdy łowca słyszał jak długodziobe chrapią. Rysunki Pokory były zawsze pogodne i łagodnie ironiczne.

Książka – która powstała z inicjatywy świetnego grafika i myśliwego Andrzeja Arcimowicza – przypomina, że Mirosław Pokora był również autorem realistycznych nastrojowych obrazów. Największe wrażenie robi potężny byk, którego obserwujemy przez gęsto padający śnieg.

W tomie zebrano wspomnienia przyjaciół artysty. Andrzej Arcimowicz opisuje, w jaki sposób artysta i wielki znawca kuchni, zachęcał do wspólnej wyprawy na polowanie. Był to czas stanu wojennego, kiedy półki w sklepach świeciły pustkami. Pokora zatelefonował i rzekł: „Jędruś, może byśmy tak pojechali do lasu… jest pełnia”. „Nie mogę – odparł Arcimowicz, wówczas grafik „Łowca Polskiego”. – Mam mnóstwo pracy i koniecznie muszę to skończyć, a poza tym trzeba by przygotować coś do jedzenia”. Po dwóch godzinach telefon ponownie się rozdzwonił. „Jędruś… Chciałem ci tylko powiedzieć, że przygotowałem dla nas prosty żołnierski posiłek: na początek bażant w pomarańczach, potem dzika kaczka wyluzowana z kości, faszerowana pasztetem z zająca, a w pasztecie strużyny wątróbki z łosia, wszystko dobrze wypieczone i przyrumienione. Można to jeść na gorąco lub na zimno, jak kto woli. Do tego mam dobrą wódeczkę, a pieczywo kupimy po drodze”. Takich propozycji się nie odrzuca, więc panowie ruszyli na łowy. Niczego nie strzeli, ale kolacja była wyśmienita.

Kazimierz Winkler – autor tekstów do niezapomnianych szlagierów – zauważa, że dla Pokory w polowaniu najważniejsze było towarzystwo. „Zwierzyna może być albo nie, niewielkie zmartwienie, można mieć szczęście albo pecha, trafiać albo pudłować, wracać z pustą torbą albo z trofeami, zupełnie nieważne – mawiał Pokora. – Ważne, by znaleźć się w pięknym borze albo na rozległych polach, cieszyć się słońcem albo deszczem bo dla myśliwego każda pora jest dobra. I mieć obok siebie ludzi z klasą, przyjaciół, których jesteś pewien w każdych okolicznościach, z poczuciem humoru, na luzie, koleżeńskich, pozbawionych tej zawiści, która czasem w myśliwskiej rywalizacji doprowadza do haniebnych sporów”.

Z kolei Mirosław Chrzanowski wspomina, jak Pokora został królem polowania, bo… postanowił rano nie wstawać z łóżka. Kiedy koledzy przed świtem ruszali na rykowisko, on przewracał się z boku na bok. Gdy się już wyspał, wyszedł przed leśniczówkę i zobaczył buchtującego dzika. Wrócił po sztucer i położył go celnym strzałem.

Książkę uzupełnia fachowa recenzja pocztówek i ilustracji do książek dla dzieci autorstwa Mirosława Pokory napisana przez dr. Jacka Friedricha z Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Gdańskiego.

Książka jest dostępna w naszym sklepie internetowym „Jedność Łowiecka” w cenie 48 zł, nr katalogowy 102-0001.

Bartosz Marzec

Mirek - Sylwetka Mirosława Pokory Mirek - Sylwetka Mirosława Pokory Mirek - Sylwetka Mirosława Pokory Mirek - Sylwetka Mirosława Pokory

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter