Powrót dropia

Drop – największy lotny ptak Europy, wyginął w Polsce bli­sko 30 lat temu. Teraz dzięki zaangażowaniu leśników, przyrodników i ornitologów gatunek ten ma szanse powrócić na nasze tereny.

Za główną przyczynę wyginięcia dropi uważa się rosnącą urbanizację terenów rolniczych, presję drapieżników oraz zmiany w rolnictwie. Mimo kilku prób przywrócenia tego gatunku pol­skim siedliskom nigdy to się nie udało. Obecnie dzięki przeprowadzonym bada­niom i udanym próbom reintrodukcji w innych krajach Europy i my mamy duże szanse na powrót dropi do naszych siedlisk.

Pod koniec ubiegłego roku Pań­stwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Pań­stwowe stworzyło specjalny projekt – „Reintrodukcja dropia zwyczajnego Otis tarda na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej”. Choć jest to projekt leśni­ków, to myśliwi mogą pomóc w jego realizacji.

– Pierwszy etap to budowa wolier – mówi Mateusz Grzębkowski, główny koordynator z ramienia PGL LP. – Jedna ma powstać na terenie Ośrodka Hodowli Zwierzyny LP w Świebodzinie, druga w warszawskim zoo. Na tere­nie Nadleśnictwa Świebodzin planu­jemy wybudować zamkniętą zagrodę o powierzchni około sześciu hektarów, w której docelowo będziemy trzymać i rozmnażać ptaki. Warszawska woliera ma głównie służyć promocji całego przedsięwzięcia i zapoznaniu społeczeń­stwa z tym wymarłym u nas gatunkiem. W Uniwersytecie Zielonogórskim trwają prace nad określeniem zasad finanso­wania odpowiednich upraw dla dropi i współpracy leśników z rolnikami. Opracowywany jest tam też podręcz­nik dotyczący behawioru dropia, jego wymagań siedliskowych i zagrożeń.

Z Lasami Państwowymi będzie współpracował Leśny Bank Genów w Kostrzycy, który ma prowadzić bada­nia genetyczne osobników przeznaczo­nych do wsiedlenia i opracować księgę rodową dropi.

Park Narodowy Ujście Warty ma wytypować obszary i przekształ­cić je w tereny spełniające wszystkie wymagania siedliskowe dropi. Duże zagrożenie stanowią dla nich czynniki antropogeniczne, a w szczególności linie wysokiego i średniego napięcia, linie telefoniczne oraz farmy wiatrowe.

Niezwykle istotne jest przekona­nie do projektu okolicznych rolników, którzy powinni stosować płodozmian odpowiedni dla wymagań pokarmo­wych dropi. Na polach muszą być siane: lucerna, rzepak, zboża ozime, a także zimozielone poplony. Nie bez znaczenia jest także zrezygnowanie w tych tere­nach z upraw wielkołanowych. Zgodnie z badaniami, przeprowadzonymi w kra­jach, gdzie ptaki te występują, pola muszą być poprzedzielane miedzami, a część terenu powinna być pozosta­wiona odłogiem i obsiana różnymi tra­wami i ziołami.

Takie przygotowanie obszarów rol­nych jest ważne nie tylko dla dropi, daje bowiem też szansę na odbudowę popu­lacji naszych polnych kuraków i zajęcy. Dlatego w obwodach łowieckich, w któ­rych w przyszłości będą wypuszczane dropie, należy wzmóc odstrzał drapież­ników oraz dzików. Możemy również postarać się o odtworzenie miedz.

W projekcie zostaną wykorzystane doświadczenia z hodowli i reintroduk­cji dropi wypracowane przez orni­tologów z Wielkiej Brytanii, Szwecji oraz Węgier, skąd zostaną przywie­zione pierwsze osobniki do hodowli i do zagrody pokazowej w Warszawie. Nie bez znaczenia dla wyboru lokaliza­cji wsiedleń jest bliskość występowania dzikiej populacji dropi w Branderburgii. Według naukowców osobniki z Niemiec mogą w przyszłość zasilać naszą nowo powstałą populację.

Choć pierwsze dropie mają tra­fić do wolier już latem tego roku, to na wypuszczenie ptaków na wolność przyjdzie nam jeszcze poczekać. Według założeń projektu nastąpi to dopiero wtedy, kiedy uda się przekonać do akcji okolicznych rolników, przygotować sie­dliska i odchować odpowiednią liczbę dorosłych zdolnych do rozrodu osobni­ków. Może to potrwać nawet 10 lat.

Marek Matuszewski / fot. iStock

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter