Skarga zawiedzionych

Znany przez lata z wysokiego poziomu merytorycznego i standardów etycznych tygodnik „Polityka” – pisząc ostatnio o myśliwych – ześlizgnął się, i to bardzo nisko. 

Powstał tekst mylący podstawowe pojęcia i operujący półprawdami. Pisany nieprofesjonalnie lub – w co nie chce się wierzyć – na czyjeś zamówienie. Niewiedza rodzi uprzedzenia i wrogość. Ta powszechnie znana zasada psychologiczna jak ulał pasuje na pierwszy rzut oka – albo tzw. pierwsze czytanie – do tekstu „Rzeczpospolita Łowczych”, jaki ukazał się w jednym z listopadowych numerów tygodnika „Polityka”. Artykuł redaktorzy „Polityki” potraktowali bardzo poważnie. Zapowiada go – na okładce! – zdjęcie jelenia, na którego łbie wyrysowano krzyż lunety, któremu towarzyszy hasło „Strzelcy poszli w las” i – uwaga! – tzw. linia, krzycząca całkiem wielkimi literami: „W poprzednim sezonie 100 tysięcy myśliwych zabiło milion zwierząt. Po co ta masakra? ”.

W środku numeru autorka tekstu, Agnieszka Sowa, pyta z kolei znamiennie w tzw. linii: „Jest ich ponad 100 tys. Zmieniają się ustroje i rządy, a myśliwi wciąż  mają układy z panem, wójtem i plebanem. Czy można naruszyć to imperium? ”. „Polityka” ewidentnie swoim tekstem to nasze myśliwskie „imperium” próbuje naruszyć. Czytając kolejne części artykułu, niezorientowani w łowiectwie czytelnicy mogą odnieść wrażenie, że – po pierwsze – strzelamy wyłącznie dla zabawy i adrenaliny, po drugie – rozmaitymi (niecnymi, jak się sugeruje) metodami opletliśmy siecią wpływów instytucje państwowe i nawet Kościół katolicki w Polsce, po trzecie wreszcie – nikt nas nie kontroluje i hulamy w tej naszej Polsce, nie tylko polując, ale też np. podając informacje „na oko” instytucjom rządowym. „Polityka” nadal pozostaje jednym z najważniejszych tzw. tygodników opinii w Polsce. Przez lata była przykładem wysokich standardów etycznych i pamiętania o daniu prawa racji każdej ze stron. Co stało się zatem z magazynem w listopadzie 2013 roku, przy okazji artykułu „Rzeczpospolita Łowczych”?

Tekst nas – myśliwych – dotyczący jest pomieszaniem z poplątaniem i atakiem w stylu „bij na oślep, może gdzieś trafisz”. Zacznijmy może od braku wiedzy. Dobra szkoła, nie tylko dziennikarska, uczy, by zanim ktoś zacznie wypowiadać się „ze znawstwem” na jakiś temat, miał na tenże temat przynajmniej podstawową wiedzę.

Agnieszka Sowa, autorka „Rzeczpospolitej Łowczych”, myli tymczasem nawet elementarne pojęcia! Jest przekonana – i brnie w tym błędzie przez cały tekst, od początku do końca – że słowa „myśliwy” i „łowczy” to synonimy! W szkole to tzw. elementarz. Jak się nie ma odrobionej takiej lekcji, nie przechodzi się z klasy do klasy. A już na pewno nie porywa się na pisanie „kompetentnych” tekstów na temat konkretnej dziedziny.

Resztę artykułu przeczytasz w papierowym wydaniu „Łowca Polskiego”

Bogdan Bronowski

 

 

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter

    Google Plus


    • 12 Dec 2017

    • 11 Dec 2017

    • 10 Dec 2017

    • 9 Dec 2017

    • 8 Dec 2017

    • 8 Dec 2017

    • 6 Dec 2017

    • 5 Dec 2017

    • 4 Dec 2017

    • 3 Dec 2017