Śmierć za nosorożca

Położony w indyjskim stanie Asam Park Narodowy Kaziranga słynie z wyjątkowo skutecznego programu ochrony tamtejszych nosorożców.

Park powołano do życia w 1908 roku i wówczas żyło ich tam zaledwie kilkana­ście osobników. Zwierzęta szybko stały się główną atrakcją regionu, przyciągając co roku około 170 tys. turystów, co sta­nowi o dodatkowej wartości ekonomicz­nej parku dla całego Asamu. W równym stopniu przyciąga to jednak kłusowni­ków – wprawdzie indyjskie nosorożce mają mniejsze rogi niż ich afrykańscy kuzyni, ale na azjatyckim rynku cieszą się one większym popytem ze względu na ich rzekomo większą moc. Obecnie populacja tych zwierząt w parku liczy ponad 2400 osobników, co stanowi 2/3 światowej populacji. Kluczem do suk­cesu okazuje się być wyjątkowo surowe podejście do kłusownictwa.

Kiedy w 2013 roku kłusownicy zabili 27 nosorożców, co stanowiło 100-pro­centowy wzrost w stosunku do poprzed­niego roku, władze zdecydowały się na podjęcie radykalnych działań. W myśl nowych przepisów, nikt nie mógł prze­bywać na terenie parku bez wcześniejszej zgody. Osoby przyłapane bez takiej zgody za dnia zobowiązane były do bezwzględ­nego i całkowitego podporządkowania się poleceniom strażników – w razie jakiegokolwiek oporu strażnicy mieli prawo strzelać; w nocy bez ostrzeżenia… I strzelali. W 2013 roku strażnicy zastrze­lili 5 osób, rok później 22 osoby. Rekord padł w 2015 roku, kiedy w parku zabito więcej ludzi niż nosorożców – od kul strażników zginęły 23 osoby, podczas gdy kłusownicy zabili 17 nosorożców.

Drakońskie przepisy wywołują coraz ostrzejszy konflikt z lokalnymi spo­łecznościami zasiedlającymi obszary w bezpośrednim sąsiedztwie parku. Kry­tycy tego systemu podnoszą, że wejście na teren Kazirangi wiąże się z nieuza­sadnionym w każdej sytuacji ryzykiem, łatwo o pomyłkę, a strażnicy są bezkarni i pozbawieni nadzoru, przeprowadzając pozasądowe egzekucje. Lokalni miesz­kańcy mówią o przypadkowych osobach zabitych bądź zranionych przez strażni­ków. Niestety, śledztwa nie pozwalają rozstrzygnąć, ilu zabitych faktycznie trudniło się kłusownictwem. Dyrekcja parku utrzymuje, że wprawdzie okoliczni mieszkańcy raczej nie kłusują, częściej zatrudniając się u kłusowników jako przewodnicy, to jednak i jedni, i drudzy zdają sobie sprawę z ryzyka związanego z kłusowniczym procederem.

Pewne jest natomiast, że przyjęta tak­tyka działa i liczba zabitych nosorożców wyraźnie spada od kiedy zdobycie rogu wiąże się ze śmiertelnym niebezpieczeń­stwem. Potwierdzeniem są dane z kolej­nych lat – w 2015 roku kłusownicy zabili 17 zwierząt, a w 2016 roku 18.

Aleksander Taras / fot. Yathin sk (commons.wikimedia.org)

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter