Tumak

Rzadko się zdarza, aby tytułem króla polowania uhonorowano myśliwego, który strzelił… kunę. To zdobycz cenniejsza od grubego dzika!

shutterstock_454016260

Mogła to być zwyczajna zbiorówka, jakich wiele, ale z kilku powodów nie była. Zaczęło się jednak zwyczajnie. Zbiórka przebiegała według znanych i utartych schematów. Powitanie myśliwych, losowanie kartek. No, może sygnały grano piękniej, bo w plessy dmuchali mistrzowie.

Prowadzący polowanie, Grzesiek i Marek, kierowali zbiórką spraw­nie do momentu, kiedy nie nakazali wsiadać do „bonanzy”. Jak już wszyscy ruszyli, to Janek zapytał z głupia frant:

– No dobrze, ale na co polujemy?

Na co Andrzej rzekł:

– Na nic – zaczął wyciągając kanapki.
– Jak to, na nic?
– No, na nic, bo zapomnieli powie­dzieć, na co. Znaczy, na nic – rzekł ze spokojem godnym filozofa.

Grzesiek załapał, że drą z niego łacha i kazał wysiadać. Na drugiej zbiórce dopowiedział, co możemy brać na muszkę.

Kiedy rozsiedli się ponownie w „bonanzie”, zobaczyli, że na polo­waniu w charakterze obserwatorów są… same dziewczyny. Jarek przyje­chał z córką Moniką, ale ona z lasem i polowaniem obeznana, w dodatku dmie w róg aż miło. Więc zaraz usta­lono, że dziś „chodzi przy prowadzą­cym” i trąbi te wszystkie „naganka naprzód” i „rozładuj broń”. Andrzej przywiózł wnuczkę Darię. Ta diana postanowiła też polować, ale z apara­tem. A Przemek przywiózł w charak­terze obserwatora żonę Danutę. Niech kobieta zrozumie, co ciągnie chłopa do lasu.

Ruszyli. ….

Andrzej Sobczysyn / fot. Shutterstock

lowiec_baner_10_2016

lowiec_baner_09_2016_2 lowiec_baner_09_2016_3
  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter