W obronie psa

Niedawno australijski myśliwy stoczył bój o swego psa z… kangurem, a teraz właściciel psa musiał interweniować, by czworonoga nie porwała… puma.

Jakiś czas temu w Internecie try­umfy popularności święcił film zamieszczony na popularnym serwisie filmowo-społecznościowym, przedstawiający scenkę z polowania w Australii. Bohaterem filmu stał się właściciel psa, pochwyconego przez sporego kangura. Zamiast – jak mają to kangury w zwyczaju – użyć swoich potężnych nóg, zwierzę pochwyciło psa przednimi łapami, wyposażonymi w silne pazury. Choć pies miał na sobie kamizelkę ochronną, znalazł się w nie­bezpiecznej dla siebie sytuacji. Jego właściciel nie zastanawiał się długo – podbiegł do kangura i przyjmując postawę, której nie powstydziłby się żaden zawodowiec na ringu, spowo­dował, że zwierzę puściło psa, podej­mując wyzwanie człowieka. Mężczy­zna uprzedził prawdopodobny atak kangura (którego tylne nogi zdolne są do bardzo silnych i niebezpiecznych kopnięć) i silnym, dobrze ulokowanym sierpowym zamroczył przeciwnika, wybijając mu z głowy dalszą walkę. Filmowa relacja z tego zdarzenia zare­jestrowana przez jednego z myśliwych biorących udział w polowaniu wciąż znajduje się w czołówce najchętniej oglądanych filmów.

Pod sam koniec ubiegłego roku w podobnym stylu w obronie swojego czworonoga stanął mieszkaniec kana­dyjskiej Alberty. Mężczyzna podró­żował ze swoim husky i przy okazji jednego z przystanków wyprowadził psa na krótki spacer w pobliżu miejsca postoju. Załatwiającego potrzebę fizjolo­giczną psa zaatakowała puma. Warcze­nie, a potem skowyt psa i krzyki właści­ciela nie zniechęciły jednak napastnika. Mężczyzna zmuszony był podjąć walkę wręcz – z jego relacji wiemy, że puma nie dała tak łatwo za wygraną i utrzy­manie ją na bezpieczny dystans wyma­gało znacznie większej liczby ciosów. Na szczęście okazały się one na tyle skuteczne, że pozwoliły opatrzyć rany psa i zadzwonić po wsparcie policji. Obecność funkcjonariuszy nie zniechę­ciła kota – kolejne agresywne ataki zde­cydowały o jego losie. Zwierzę zostało zastrzelone na miejscu zdarzenia.

Obie opowieści znakomicie obrazują to, co doskonale wiedzą wszyscy psiarze – związek człowieka z psem jest na tyle silny, że w obronie swoich czworonoż­nych przyjaciół ludzie gotowi są narażać własne życie. Tego rodzaju wyzwania często dotyczą myśliwych. Zapewne każdy polujący z psami mógłby opowie­dzieć własną historię o wymagającym interwencji niebezpiecznym zdarze­niu. W naszym rejonie świata nie spo­tkamy kangura ani pumy, ale pęknię­cie pokrywy lodowej na zamarzniętej wodzie, atak szarżującego dzika i tym podobne zdarzenia, choć na szczęście nie są codziennością, to jednak wcale nie należą do rzadkości.

Łukasz Kołakowski / fot. iStock.

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter

    Google Plus


    • 15 Jan 2018

    • 13 Jan 2018

    • 12 Jan 2018

    • 11 Jan 2018

    • 10 Jan 2018

    • 9 Jan 2018

    • 7 Jan 2018

    • 6 Jan 2018

    • 5 Jan 2018

    • 4 Jan 2018