Wszyscy za jednego

Niemieccy myśliwi zrezygno­wali z opłaconego polowa­nia, by odnaleźć gończego, który zagubił się podczas dochodzenia postrzałka.

Styczeń, rewir KŁ „Noteć” z Cho­dzieży. Polowanie zbiorowe z udzia­łem zaprzyjaźnionych myśliwych z Niemiec przebiegało bez prze­szkód. Po czwartym miocie zgło­szono postrzałka – sporych roz­miarów wycinek uszedł w młodnik z trzech stron otoczony wysokim lasem. Ruszył za nim Marek Koschany z należącą do jego brata Pawła suką rasy gończy polski – Czertą Czar­cie Błoto. Początek ścieżki był łatwy, na iglastym poszyciu farbę było widać gołym okiem. Czerta bez pro­blemu weszła w tunel zapachowy i nie wahając się, szła dolnym wia­trem. W pewnym momencie nieopo­dal tropu zerwała się chmara jeleni. Mocny odwiatr poczuł nawet czło­wiek. Zaskoczony Marek potknął się, a Czerta – mimo swego doświadczenia – ruszyła w gon. Wyrwała Markowi otok z dłoni i zniknęła między drze­wami, a jej gra szybko ucichła w dali. Gończy nie zawrócił mimo nawoły­wań menera.

Do wszystkich zaczęła docierać powaga sytuacji. Pechowym zrządze­niem losu Czerta nie miała na sobie obroży z GPS-em. Co gorsza, suka uszła w las z 10-metrowym otokiem, który mógł zaplątać się między drzewami lub krzakami, unieruchamiając gończaka. Byłoby to szczególnie niebezpieczne w przypadku spotkania z wilkami.

Polowanie dobiegło końca wcze­śniej niż planowano. Natychmiast rozpoczęły się poszukiwania, które trwały do 22.00. Informacja o ich fia­sku zastała niemieckich myśliwych przy stole w salonie gościnnym hotelu. Narada nie trwała długo. Dewizowcy postanowili, że odłożą broń, przerwą opłacone polowanie, na które przyje­chali z tak daleka, i nazajutrz pomogą odszukać zaginionego psa. To wydarze­nie bez precedensu w historii dewi­zowych polowań organizowanych w Polsce.

Rano na miejscu zbiórki Niemcy stawili się w komplecie. Oprócz nich w poszukiwaniach wzięli udział człon­kowie koła „Noteć” i zaprzyjaźnieni leśnicy. Jedna z grup zaczęła przeczesy­wać ponownie młodniki, gdzie zaginął gończy, inne sprawdzały kolejne sektory lasu. W miarę oddalania się od miejsca zaginięcia psa rósł niepokój. I wtedy gruchnęła wiadomość: grupa niemiecka znalazła Czertę! Zaplątana otokiem o drzewo czekała w drągowinie. Suka nie była ranna ani wychłodzona, skoń­czyło się na strachu i kilu zadrapaniach. Niemiecki myśliwy, który odnalazł psa, został bohaterem dnia i królem polowania.

Czerta miała niezwykłe szczęście, na drodze obok miejsca jej znalezienia, w odległości niecałych dwustu metrów, poszukiwacze odkryli świeże tropy wilka, które na pewno pochodziły z tej nocy lub z poranka. Powodem, dla któ­rego wilki nie zwietrzyły psa, był naj­wyraźniej fakt, że znalazły się po jego nawietrznej.

Jerzy Jutarski

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter