Z wirusem na króliki

Australijskie władze uruchomiły eksperymentalny program ogra­niczenia populacji tamtejszych królików.

W 600 punktach kontynentu uwolniono odpowiednio zmodyfiko­wane szczepy wirusa wywołującego krwotoczną chorobę królików. Szczep RHDV1 K5 wykazuje złośliwość wyłącz­nie wobec dzikich przedstawicieli tego gatunku – 80 proc. osobników ginie w ciągu 48 godzin od zakażenia. Sku­teczność tej odmiany wirusa porówny­wana jest do eboli, natomiast zakaźność do wirusa grypy.

Podobne próby podejmowane były już w przeszłości. W latach 50. ubie­głego wieku Australia sięgnęła po wirusa myksomatozy, który po raz pierwszy wykryty został w Urugwaju pod koniec XIX wieku. Eksperyment nie przyniósł rezultatów na obszarach Australii i Oce­anii. Wirus dotarł jednak do Europy, gdzie stał się przyczyną niemal 99-pro­centowej śmiertelności królików oraz w istotny sposób wpłynął na liczebność innych gatunków zwierzyny drobnej.

Biolodzy tłumaczą, że to bardzo kontrowersyjna i bardzo niebez­pieczna metoda, do której należy podchodzić z wyjątkową ostrożno­ścią. Australia jest jednak zdespero­wana – obecność królików stanowi poważne zagrożenie dla tamtejszej przyrody. Króliki trafiły na ten konty­nent w 1859 roku przywiezione przez angielskiego pułkownika Thomasa Austina na jego farmę hodowlaną. Uciekinierzy utworzyli dziką popu­lację, której w 1920 roku osiągnęła liczebność 10 milionów osobników. Obecne szacunki mówią o 150 milio­nach sztuk generujących straty w rol­nictwie rzędu 200 milionów dolarów rocznie i wpływających na ponad 300 gatunków rodzimej fauny i flory, 24 z nich doprowadzając do krawędzi zagrożenia.

Jan Bocheński / fot. iStock.

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter

    Google Plus


    • 13 Dec 2017

    • 12 Dec 2017

    • 11 Dec 2017

    • 10 Dec 2017

    • 9 Dec 2017

    • 8 Dec 2017

    • 8 Dec 2017

    • 6 Dec 2017

    • 5 Dec 2017

    • 4 Dec 2017