Zabójczy strzał

Myśliwy nie wrócił z polowa­nia. Trafiła go sztucerowa kula. Prokuratura twierdzi, że nie był to wypadek, ale zabójstwo. 20 września w nocy pod szpital w Mię­dzyrzeczu zajechał samochód. Kierowca dowiózł mężczyznę niedającego oznak życia. 

shutterstock_427671988_s

Lekarz z oddziału ratunkowego rozpoznał ranę postrzałową klatki pier­siowej i stwierdził zgon. Kilka godzin wcześniej dwaj człon­kowie miejscowego koła łowieckiego jadą na nocne dziki. Prokuratura twier­dzi, że wpisali się w książce ewidencyj­nej w ten sam rewir, wyposażony w trzy ambony. Nie udało się jednak ustalić, na których ambonach zasiedli. Było już po pełni, na niebie trochę chmur, ale księżyc jeszcze spory i widoczność dobra.

To, co się stało, można odtworzyć jedynie z wyjaśnień domniemanego sprawcy, ale i tu jest trudność. Myśliwy zmienia wersje zdarzeń. W tej chwili utrzymuje, że zajęli ambony odległe od siebie o kilkaset metrów. W trak­cie polowania usłyszał huk wystrzału dobiegający od strony ambony obsa­dzonej przez kolegę. Chwilę później dostrzegł tam błyski latarki. Zaniepo­koił się. Wsiadł do samochodu i ruszył w stronę sąsiedniej ambony. Kolegi na czatowni nie było. Oświetlił najbliż­szy teren latarką i dostrzegł w jej świetle leżącą na ziemi postać.

– Podejrzany wyjaśnia, że gdy pochy­lił się nad kolegą, dostrzegł w jego klatce piersiowej ranę postrzałową – relacjo­nuje Radosław Kolczyński z Prokuratury Rejonowej w Międzyrzeczu. – Twierdzi, że ranny jeszcze żył. Nie założył mu choćby najprostszego opatrunku, nie wezwał karetki. Ułożył mężczyznę w samochodzie i ruszył do szpitala. Wybrał lecznicę w odległym o 20 km Międzyrzeczu, choć o połowę bliżej był szpital w Skwierzynie. Twierdzi, że dzia­łał pod wpływem szoku.

Zupełnie inne światło rzuca na sprawę pierwsza wersja wyjaśnień podejrzanego, ale prokuratura odmawia ujawnienia szczegółów. Podaje jedynie szczątkowe informacje. Wynika z nich, że do postrzelenia doszło w chwili, gdy mężczyźni byli od siebie oddaleni zaledwie o 40 metrów. Sprawca siedział na ambonie. Ofiara stała na ziemi. Myśliwy obserwował swego towarzy­sza łowów przez… lunetę celowniczą osadzoną na sztucerze. I właśnie wtedy padł przypadkowy, niekontrolowany strzał. Być może wokół języka spu­stowego owinął się ściągacz mankietu kurtki, może palec leżał na spuście i nerwowo drgnął, może naciągnięty był przyśpiesznik? Prokuratura nie chce o tym rozmawiać. Zasłania się dobrem śledztwa.

Podejrzany z pierwotnej wersji swo­ich wyjaśnień wycofał się. Teraz mówi jedynie o tajemniczym strzale przy sąsiedniej ambonie i światłach latarki należącej do tajemniczego, nieznanego sprawcy. Prokuratura w wersję drugą nie wierzy. Postawiła myśliwemu zarzut zabójstwa i wystąpiła do sądu o trzy­miesięczne aresztowanie podejrzanego. Sąd do tego wniosku się przychylił.

Jeśli dać wiarę pierwszej wersji wyja­śnień podejrzanego – nie chciał zabić. Skąd zatem zarzut zabójstwa, a nie nieumyślnego spowodowania śmierci? Prokuratura odmawia odpowiedzi na to pytanie. Podejrzanemu posta­wiono zarzut zabójstwa z zamiarem ewentualnym. Od zarzutu popełnie­nia czynu z zamiarem bezpośrednim rzecz różni się tym, że sprawca zabić nie chciał, ale wiedział, że to, co robi, może doprowadzić do śmierci i – mimo tej świadomości – działanie takie podjął. Prokuratura uznała, że myśliwy miał świadomość, iż obser­wowanie człowieka z niewielkiej odległości przez celownik optyczny, osadzony na broni gotowej do strzału, obarczone jest realnym ryzykiem zadania śmierci przez niekontrolo­wany wystrzał, a podejrzany, mimo tej świadomości, taką obserwację prowadził.

Najprawdopodobniej dopiero sąd rozstrzygnie, czy było to zabójstwo czy też nieumyślne spowodowanie śmierci. Ta ocena będzie miała dla sprawcy fun­damentalne znaczenie. Najwyższa kara za nieumyślne spowodowanie śmierci to pięć lat więzienia. Za zabójstwo, nawet z zamiarem ewentualnym, teore­tycznie grozi mu nawet dożywocie.

Marek Ledwosiński / fot. Shuttersock.

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter

    Google Plus


    • 16 Oct 2017

    • 15 Oct 2017

    • 14 Oct 2017

    • 13 Oct 2017

    • 11 Oct 2017

    • 10 Oct 2017

    • 9 Oct 2017

    • 9 Oct 2017

    • 9 Oct 2017

    • 6 Oct 2017