Zagrożone jelenie

Otwarciu sezonu łowieckiego na jelenie w amerykańskim sta­nie Michigan towarzyszyły nie­spotykane wcześniej sceny. 

Pierwszego wieczoru przed lokalnymi stacjami kontroli epidemiologicznej ustawiały się kolejki myśliwych, którzy przyjechali zbadać próbki dziczyzny pod kątem przewlekłej choroby wyniszczającej jeleni (ang. chronic wasting disease).

CWD jest chorobą stwierdzaną u wszystkich gatunków zwierzyny płowej i należy do tej samej grupy zakaźnych gąbczastych encefalopatii, co dotykająca bydła choroba wście­kłych krów (BSE) czy występująca u ludzi choroba Creutzfeldta-Jakoba (CJD). Wprawdzie dotychczas nie potwierdzono przypadków transmisji CWD na ludzi, to jednak nie wyklucza się takiej możliwości, dlatego wszyst­kie stwierdzone przypadki uznawane są za szczególnie niebezpieczne i takie jelenie podlegają obowiązkowej uty­lizacji, podobnie jak miało to miej­sce podczas wielkiej epidemii u bydła na Wyspach Brytyjskich w ostatnich dwóch dekadach ubiegłego wieku, gdzie stwierdzono ponad 180 tys. przy­padków infekcji i gdzie prewencyjnej eksterminacji poddano 4,5 miliona zwierząt.

Zagrożenie ma ogólnoświatowy zasięg. Niedawno na naszych łamach informowaliśmy o potwierdzonych przypadkach CWD u jeleniowatych w Skandynawii, gdzie – jak się przy­puszcza – choroba została zawleczona przez import jeleniej uryny powszech­nie wykorzystywanej przez myśliwych na naturalnych nęciskach. Na mniejszą skalę epidemia BSE dotknęła również inne kraje Europy – przede wszyst­kim Francję – podobnie jak rejestro­wane są pojedyncze przypadki CWD u jeleniowatych.

Sprawa jest bardzo poważna, bo – jak podają oficjalne dane Światowej Organizacji Zdrowia – do 2014 roku choroba Creutzfeldta-Jakoba zabiła 177 osób w Wielkiej Brytanii i 52 osoby w pozostałych krajach Europy. Ponie­waż okres wylęgu wynosi 2,5–5 lat oraz ze względu na fakt, że – jak się szacuje – przynajmniej pół miliona zwierząt zakażonych BSE trafiło do obrotu przed wprowadzeniem w 1989 roku obowiąz­kowych badań i restrykcji, ostateczne żniwo nie jest jeszcze możliwe do usta­lenia. Ryzyka zakażenia nie da się wyeli­minować antybiotykami ani w procesie obróbki termicznej. Dane zaciemnia również nieznana możliwość trans­misji CWD-CJD (naukowcy nie mają dowodów, ale podejrzewają, że jeśli nie miała jeszcze miejsca, to z pewno­ścią wkrótce nastąpi) oraz brak badań na temat faktycznej skali skażenia wśród jeleniowatych.

Wiadomo, że większość przypad­ków CWD występuje u dorosłych zwie­rząt. Najbardziej stałym i widocznym objawem jest utrata masy. U większo­ści zakażonych zwierząt stwierdza się zmiany zachowania, takie jak oddalanie się od innych zwierząt, apatia, opusz­czenie łba, stały wyraz mięśni mimicz­nych i przemieszczanie się w kółko w ustalony sposób. U łosi obserwowano nadpobudliwość i nerwowość. Obser­wuje się ślinotok i obnażanie zębów. Większość jeleni mniej pije i oddaje mniej moczu. Choroba ma postępujący przebieg i zawsze kończy się śmiercią zarażonego zwierzęcia.

– Kiedy w przyszłości spojrzymy na historię badań nad jeleniami i tra­dycje związane z polowaniem na te zwierzęta, nie tylko w Michigan, z pew­nością stwierdzimy, że mamy dziś do czynienia z momentem szczególnym dla łowiectwa i dla kultury spożycia dziczyzny. Obawiam się, że CWD zmieni nasze podejście i spowoduje daleko idące zmiany, których konsekwencje są dziś trudne do przewidzenia – twier­dzi Chad Stewart ze stanowego departa­mentu zasobów naturalnych i ochrony środowiska.

Gabriel Wolniewicz / fot. Shutterstock.

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter