Zielona hipokryzja

O nowym Prawie łowieckim, które uderzy w rolników, o braku kompetencji wśród polityków i o zapisach ustawy łamiących Konstytucję RP mówi poseł Bartosz Jóźwiak (Kukiz’15)

– Podczas debaty nad nowelizacją ustawy Prawo łowieckie Ewa Lieder, posłanka Nowoczesnej, cytowała Simonę Kossak, profesor nauk leśnych wywodzącą się ze słynnej rodziny malarzy – specjalistów od scen batalistycznych i obrazów polowań: „Jestem absolutnie przeciwna zabijaniu jako rozrywce w poetyckiej otoczce łowieckich mitów”. Czego więc Pan tak dzielnie bronił z trybuny sejmowej? Czyżby „rozrywki niegodnej człowieka cywilizowanego”?

– Odpowiem przewrotnie. Broni­łem twórczości Juliusza, Wojciecha i Jerzego Kossaków, którą podziwiać możemy w polskich muzeach. Jeżeli przyjąć rozumowanie pani Simony, przyjdzie nam się zgodzić, że te sza­cowne instytucje prezentują zwiedzają­cym nie wybitne dzieła sztuki obrazu­jące wielowiekową tradycję i element narodowego dziedzictwa, lecz dowody bestialstwa – jak na przykład polowa­nie z sokołem.

– Posłanka Lieder argumentowała z sejmowej trybuny, że sokoły będziemy szkolić, ale inaczej…

– Ależ oczywiście. Najlepiej na gumowych kaczkach. Podob­nie ma się rzecz z układaniem psów myśliwskich. Jeżeli nie będziemy mieli możliwości ich szkolenia choćby w dziczych zagrodach, to pierwsze spotkanie z czarnym zwierzem pod­czas polowania może się okazać dla większości naszych czworonogów tym ostatnim. Czy naprawdę tego chcą pseudoochroniarze?

Wracając jednak do pani poseł Lieder – fakt, że osoba tak niekompe­tentna w imieniu jednego z najwięk­szych klubów opozycyjnych zabiera głos w dyskusji o ważnej dziedzinie życia społecznego i gospodarki, jaką jest łowiectwo, dowodzi bardzo kiep­skiej kondycji intelektualnej polskiego parlamentaryzmu.

– A może pani poseł posiada jakąś tajemną wiedzę? Podczas drugiego czytania projektu ustawy o zmianie ustawy Prawo łowieckie powiedziała przecież, że aby dostosować starą broń myśliwską do śrutu stalowego, wystarczy po prostu zmienić czoki w lufach.

– Widzę tu dwie możliwości: albo pani poseł powtarza bez zastanowienia i jakiejkolwiek weryfikacji to, co pod­suną jej zieloni lobbyści, albo sama prowadzi lobbing na rzecz producentów broni. Nie mogę się tylko zdecydować, która z tych opcji jest gorsza. Nawiasem mówiąc, uważam, że za wieloma tzw. ruchami ekologicznymi, usiłującymi powstrzymać pewne inwestycje lub wymusić konkretne rozwiązania prawne bardzo istotne dla gospodarki, stoją różne służby obcych państw.

– W imieniu Platformy Obywatelskiej głos zabrał Paweł Suski, który stanowczo sprzeciwiał się obecności dzieci na polowaniu i zdobył się, kolejny już raz, na osobiste wyznanie: „Sam jestem ofiarą apodyktycznego ojca, który ciągnął mnie w wieku 10 lat na polowania”. Odnieśliśmy jednak wrażenie, że pana nie przekonał…

– Paweł Suski obnosi się ze swoją traumą od dłuższego czasu i wydaje mi się, że przyszła pora, by skorzy­stał z profesjonalnej pomocy. On jed­nak zamiast wyciągnąć się na kozetce u psychoanalityka i przywołać bolesne wspomnienia, woli wychowywać moje córki, które w polowaniach towarzyszą mi chętnie i z własnej inicjatywy.

Pozostaje jeszcze kwestia publicz­nego donoszenia na swojego ojca, która mu chluby nie przynosi. Poseł Suski nie ma, jak widać, w tej kwe­stii zahamowań. Moim zdaniem w tym wypadku nie chodzi o przeży­cia małego Pawełka, ale o uprawianie z sejmowej trybuny czystej demago­gii. Poseł wszędzie opowiada o swoich przeżyciach i tym uzasadnia swoją niechęć do myśliwych. Naciąga fakty i próbuje wzbudzić negatywne emocje. Opowiada choćby, że pod pretekstem utrudniania polowania myśliwi prze­ganiają Polaków z lasu. To oczywisty nonsens, ale jak widać nawet prezes Kaczyński dał się zwieść i nakazał swo­jemu klubowi głosowanie wbrew sta­nowisku sejmowej komisji.

– Podczas głosowania polskie łowiectwo wsparły tylko kluby Kukiz’15 i PSL. Dziwi Pana ten sojusz?

– Nie. Wszyscy zdajemy sobie bowiem sprawę, że to rolnicy staną się pierwszymi ofiarami tzw. reformy Prawa łowieckiego. Okaże się to już w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Podstawowym problemem będą oczy­wiście szkody łowieckie i cały proces szacowania. Do tej pory wystarczyło zadzwonić do łowczego, by oddelego­wał kogoś kompetentnego do likwi­dacji szkody. Teraz będzie się musiała zebrać komisja złożona z myśliwych i przedstawicieli gminy, a ci ostatni nie zostali nawet przeszkoleni.

Dla nas, parlamentarzystów śle­dzących proces nowelizacji Prawa łowieckiego, nie stanowi tajemnicy, że największym zwolennikiem zmiany ustawy jest pan Sławomir Izdebski, zainteresowany zniszczeniem PZŁ i pełną komercjalizacją łowiectwa. A to z kolei bardzo odpowiadałoby zagranicznym myśliwym. Gdybyśmy bowiem – na zasadach unijnego prawa – rozpisali przetarg na dzierżawę obwodów, polskie koła byłyby często bez szans. Dotyczy to zwłaszcza naj­bardziej atrakcyjnych obwodów poło­żonych na zachodzie i północy kraju. Polskie łowiectwo zmieniłoby więc całkowicie charakter – ze społecznego, służącego ochronie przyrody, na czysto komercyjny. A przecież na tle Europy wyróżniamy się dziś i znakomitym stanem zwierzyny dziko żyjącej, i jej jakością osobniczą. Trofea zdoby­wane przez naszych myśliwych budzą powszechną i zrozumiałą zazdrość.

– Minister środowiska Henryk Kowalczyk tego nie dostrzega?

– Pan minister Kowalczyk myli wiele faktów i prawdopodobnie nie rozumie, jaki jest prawdziwy cel jego „doradców”. A im chodzi o demon­taż modelu łowiectwa, nie o naprawę prawa. Minister uwierzył pseudore­formatorom, że w Polskim Związku Łowieckim są olbrzymie pienią­dze. Przyparty do muru podczas debaty w Sejmie, próbował dowieść, że ministerstwo nie ma informa­cji o budżecie związku, który czer­pie dochód ze sprzedaży tusz zwie­rzyny. W ten sposób obnażył swoją niekompetencję.

Znamienne jest, że w głosowaniu nad całością ustawy nie wziął udziału minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel. Oznacza to, że ma świadomość ułom­ności nowych zapisów i problemów, z jakimi będzie się musiał zmierzyć. Podobnie zresztą zachował się mini­ster Jan Szyszko. Co więcej: w partii rządzącej znaleźli się posłowie, któ­rzy doskonale zdawali sobie sprawę z faktu, że przegłosowywana ustawa to zwykły bubel. Przeciw głosowały posłanki Barbara Bubula i Anna Elż­bieta Sobecka.

– Co dalej? Czy Pana ugrupowanie zamierza skierować ustawę do Trybunału Konstytucyjnego?

– Oczywiście. Jeżeli chodzi o niezgod­ność z Konstytucją RP, to podniesiemy z pewnością dwie kwestie: ingerowanie ministerstwa w niezależność organi­zacji pozarządowej utrzymującej się ze składek członków oraz zakaz udziału dzieci w polowaniach. Ten ostatni zapis odbiera rodzicom prawo do wycho­wywania potomstwa zgodnie z własnym światopoglądem. To niedopusz­czalne i strach pomyśleć, że głosowali za tą poprawką posłowie uważający się za konserwatystów.

Rozmawiał Jan Siewier

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter