Bałkański kocioł wrze

To jeden z najpiękniejszych zakątków świata. Zamieszkują go ludzie gościnni, którzy uciechy stołu cenią tak jak Włosi czy Hiszpanie.

Na stole tym nie może zabraknąć nadziewanej pljeskavicy – dania, które ma swoją wersję myśliwską.

Gdy kogoś na Bałkanach swędzi, cała Europa się drapie. Owo ponad­narodowe i ponadcza­sowe przysłowie dobitnie pokazuje, że reszta kontynentu cały czas oba­wia się swych bałkańskich koleżanek i kolegów. Naszym dzisiejszym zada­niem nie jest wszakże straszenie Bał­kanami, lecz ich oswajanie, a w tym najlepiej sprawdza się tutejsza genialna kuchnia, której jeden z kla­syków, pljeskavica mianowicie, może być również przygotowana z udziałem dziczyzny.

Bałkany to jak wiadomo półwy­sep oblany przez pięć mórz: Adriatyk, Jońskie, Egejskie, Marmara i Czarne. W świadomości Zachodu owe ziemie zamieszkują generalnie ludy dzi kie, gwałtowne i okrutne, lubiące się co jakiś czas wzajem wyrzynać, czerpiąc z tego perwersyjną przyjem­ność. Od początków XX wieku mówi się o bałkańskim kotle, który jakoby nieustannie wrze, mówi się o bałka­nizacji, gdy jakiś niebałkański kraj popada w korupcję i satrapię, mówi się o miękkim podbrzuszu Europy. Niechaj się mówi.

Każdy, kto na Bał­kanach był, wie dobrze, że to jeden z najpiękniejszych zakątków świata, zamieszkany przez niezwykle gościn­nych ludzi, którzy uciechy stołu sta­wiają tak samo wysoko, jak Włosi, Hiszpanie czy też Francuzi. Histo­ria, znaczona wielowiekową oku­pacja turecką większości półwyspu, odcisnęła swe piętno na miejscowej kuchni. Bezsprzecznie nigdzie indziej w Europie nie je się tylu potraw z rusztu, od jakiegoś czasu zwanego w Polsce grillem. […]

Cały tekst we wrześniowym numerze „Łowca Polskiego”

 

Robert Makłowicz

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter