fot. Andrzej Wierzbieniec

Broń mistrza

0
13

Historie śrutówek, z których Adam Smelczyński robił dublety i zdobywał medale.

Pierwsza broń, którą Pan zapamiętał, należała zapewne do Pańskiego ojca Mariana, lekarza, uczestnika wojny polsko-bolszewickiej i kampanii wrześniowej, rzecz jasna zapalonego myśliwego?

– Nie inaczej. To była tak zwana „lepażówka”, czyli dwururka firmy Lepage z Liège, szesnastka na krót­kich zamkach, bo ojciec z bliżej mi nieznanych przyczyn gardził dwu­nastkami. Na dodatek broń strze­lała nabojami typu short, a więc z łuską długości 65 mm, czyli miała zmniejszony ładunek prochowy oraz mniejszą liczbę śrucin. Dla taty nie miało to większego znaczenia, bo strzelał znakomicie i pudłował w zasadzie tylko na specjalne życze­nie. Tak więc żadna siła nie mogła go skłonić, by ruszył w pole z dubel­tówką na „longach”. Nie kupował też fabrycznej amunicji produk­cji słynnej w międzywojniu firmy „Pocisk” (reklamującej się hasłem „Strzelaj »Pociskiem«”), tylko shorty Warszawskiej Spółki Myśliwskiej wykonywane ręcznie i z niezwy­kłą starannością przez zatrudnione w zakładach panie.

To z tej strzelby upolował Pan pierwszą sztukę zwierzyny?

– Ojciec zapowiedział, że pozwoli mi strzelić zająca, jeśli go sobie sam „wydepczę”. Ruszy­łem więc, polując na pomyka, przez dzierżawiony przez tatę obwód, który znajdował się nieopodal Krzepic pod Wieluniem. Po jakimś czasie z kotliny wystartował sza­rak. Nakryłem go lufami – tak jak mnie tata uczył – i starając się nie zatrzymać broni, ściągnąłem spust. Duma mnie rozpierała i do tej pory pamiętam triumfalny powrót do domu. Był to rok 1938, a ja mia­łem osiem lat… […]

Cały tekst w październikowym numerze „Łowca Polskiego”

Rozmawiał Bartosz Marzec / fot. Andrzej Wierzbieniec

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Wpisz swoje imię