fot. Shutterstock

Bury pod amboną

0
108

Wilk pogryzł myśliwego. Nie na Syberii, lecz pod Słupskiem. Nie sto lat temu, ale przed miesiącem. Rana niegroźna – kłopoty spore.

Burmistrz stawia tablice ostrzegawcze i organizuje pogadanki w szkołach. Za wcześnie na alarm czy może za późno?

Wioska Sierpowo w powiecie człuchow­skim. Leśny obwód Koła Łowieckiego „Żubr” ze Szczecinka. Pierwsze dni września tego roku. Łowisko praktycz­nie zamknięte – dewizowcy przyjechali na rykowisko.

Z zagranicznym gościem na ambo­nie zasiadł sam prezes Marian Gryszun. Półtora kilometra dalej, na przyleśnej łące, kolejna ambona. Marek Ostaszewski dostał wyjątkowe zadanie. Ma obserwować teren. Jeśli wyjdzie coś ciekawego, telefonicz­nie przywoła tu podprowadzającego i strzelca. Dochodzi 20.00. Powoli trzeba się zwijać.

– Na łące pasła się koza z koźlacz­kiem i kilka samotnych łaniek. Nagle wszystko w panice czmycha do lasu. Z kniei na czyste wychodzi duży basior – relacjonuje myśliwy z ,,Żubra”.

Znał tego wilka. Zimą właśnie ten bury chciał mu ukraść strzelo­nego dziczka.

– Strzeliłem właśnie tu wyrośnię­tego warchlaka. Padł w ogniu. Miałem po niego schodzić, gdy nagle z lasu wyszedł bury. […]

Cały tekst w październikowym numerze „Łowca Polskiego”

Marek Ledwosiński

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Wpisz swoje imię