Cmentarna wataha

Wataha dzików wdarła się na Cmentarz Osobowicki we Wrocławiu. Część z nich udało się przegonić za bramę. Pozostałe dziki trzeba było odstrzelić.

Pierwszy sygnał odebrała policja. Był czwartkowy ranek, 17 października.

– Przyjeżdżajcie, po cmentarzu grasują dziki. Ryją w grobach i gonią ludzi !

Po kilku minutach na miejscu był już patrol. Dziki żerowały między mogiłami. Spora locha z warchlakami i kilka przelatków. Wataha trzymała bezpieczny dystans od ludzi, ale to się mogło zmienić. Dzień się budził. Na cmentarzu było coraz więcej osób. Ruszyły pierwsze pogrzeby. Dziki mogły spanikować, a wtedy wszystko możliwe…

W trosce o ludzi

– Musieliśmy działać szybko – wspomina Michał Jęcz z Działu Ochrony Przyrody i Leśnictwa Urzędu Miejskiego we Wrocławiu – to największy cmentarz w mieście. Każdego dnia kilkadziesiąt pogrzebów, setki ludzi, zwłaszcza teraz, przed Dniem Wszystkich Świętych. Pojawiło się realne zagrożenie dla życia i zdrowia obywateli. Decyzje zapadały błyskawicznie.

Policja poczekała, aż dopełnią się już rozpoczęte uroczystości pogrzebowe. Potem cmentarz zamknięto. Przy każdej furcie stanął mundurowy. Wypuszczano ludzi na ulicę, ale nikt nie mógł już wejść do środka. Urząd Miasta skorzystał z uprawnień, zawartych w ustawie łowieckiej i zarządził odłów – zaś jeśli nie będzie to realne – również odstrzał dzików na cmentarzu.

Takie rozstrzygnięcie przewiduje art. 45. ust. 1. Prawa Łowieckiego. Głosi on, iż w przypadku szczególnego zagrożenia w prawidłowym funkcjonowaniu obiektów produkcyjnych i użyteczności publicznej przez zwierzynę, starosta, w porozumieniu z Polskim Związkiem Łowieckim, może wydać decyzję o odłowie lub odstrzale redukcyjnym zwierzyny. W przypadku miasta na prawach powiatu, a takim właśnie jest Wrocław, uprawnienia starosty posiada prezydent miasta. Zarząd Okręgowy PZŁ we Wrocławiu również uznał, że zagrożenie od dzików jest poważne i zgodził się na radykalne rozstrzygnięcie. Decyzja o odłowieniu lub odstrzeleniu watahy, stanowiącej zagrożenie dla funkcjonowania cmentarza, od strony formalnej nie budzi zastrzeżeń.

Łatwo powiedzieć…

– Chcieliśmy wiedzieć, z kim mamy do czynienia i zbadać jak wataha weszła na cmentarz. Zaczęliśmy od nagrań monitoringu. Na cmentarzu Osobowickim każda brama ma swoją kamerę – wspomina Michał Jęcz z wrocławskiego ratusza.

Wkrótce wszystko było jasne. Nagranie pokazuje, że dziki weszły nocą przez niedomkniętą furtkę. Skąd to zaniedbanie? Na razie nie wiadomo. Dziczym obyczajem pierwsza przeszła locha i upewniwszy się, że stadu nic nie grozi, przywołała resztę watahy. Łącznie 10 sztuk: Przewodniczka, jej pięć warchlaków i cztery przelatki. Niedomknięta furtka otworzyła przed nimi 50 hektarów, porośniętych bukszpanem, tują i cisem. Do tego pełne śmietniki. Dziki uznały, że to dobre miejsce.

Na cmentarz dojechał weterynarz oraz ekipa z Ośrodka Leczenia i Rehabilitacji Dzikich Zwierząt Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Wrocławski magistrat ma z tą placówką umowę, na mocy której Ośrodek interweniuje, gdy dziki zwierz rozrabia w mieście. Akcja zaczęła się od próby odłowienia watahy. Nie było czasu na zainstalowanie odłowni i kuszenie dzików, by weszły do matni. Niestety, szybko też okazało się, że dzik to nie dziki królik i nie da się między grobami odłowić go w sieci. Ku zaskoczeniu weterynarza nie poskutkował środek obezwładniający, wystrzelony ze strzelby Parkera. Przelatek ze strzałką w zadzie sadził między mogiłami i nic nie wskazywało na to, że zbiera się mu na sen. Cztery dziki poszły tam, skąd przyszły. W dodatku tą samą drogą. Zapędzone pod cmentarną bramę skorzystały z tego, że była … niedomknięta i zniknęły za murem w okalających cmentarz zaroślach. Mimo starań nie udawało się odłowić, przegonić lub uśpić pozostałych sześciu osobników, w tym lochy.

Odstrzał

Sytuacja patowa. Mija cenny czas. Ekipa zamienia strzelby Parkera na sztucery. Zgodnie z Prawem Łowieckim, osoby dokonujące odstrzału redukcyjnego muszą posiadać uprawnienia do wykonywania polowania. Posiadają. Między groby wchodzą menerzy ze słowackimi gończymi-kopovami. Klasyczne polowanie na dziki z podkładaczami psów w miocie. Tyle, że sceneria dramatycznie odmienna.

– To nie było łatwe zadanie – wspomina urzędnik z ratusza – cmentarz był pusty, zadbała o to policja ale i tak każdy strzał to ryzyko rykoszetu od nagrobków.

Strzelcy ciągnęli za spust tylko wtedy, gdy zwierz wychodził na bliski, pewny i bezpieczny strzał. Dlatego obyło się bez pudeł. Grubo przed zachodem słońca sześć dzików przyjęło po kuli. Podniesiono tylko cztery sztuki. W tym 70 kilogramową lochę. Mimo użycia psów nie udało się odszukać dwóch postrzałków. Z całą pewnością nie wyszły one poza cmentarz. Tusze trafiły do punktu skupu. Pozyskano je poza obwodem łowieckim, więc – zgodnie z art. 15. ust. 1. Prawa Łowieckiego – pieniądze z ich sprzedaży przejął wojewoda.

Marek Ledwosiński / fot. Tomasz Hołod/Gazeta Wrocławska

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter

    Google Plus


    • 12 Dec 2017

    • 11 Dec 2017

    • 10 Dec 2017

    • 9 Dec 2017

    • 8 Dec 2017

    • 8 Dec 2017

    • 6 Dec 2017

    • 5 Dec 2017

    • 4 Dec 2017

    • 3 Dec 2017