Nie dla prywatyzacji przyrody

Minister środowiska prof. Jan Szyszko tłumaczy dlaczego gospodarka łowiecka nie może być traktowana jako element gospodarki rolnej.

Panie Ministrze, myśliwych niepokoi brak nowelizacji ustawy Prawo łowieckie. Emocje budzą też próby wprowadzenia do Sejmu nowych projektów. Jak ta sytuacja wygląda z perspektywy członka rządu, który nadzoruje łowiectwo?

– Rozumiem zniecierpliwienie wielu myśliwych. Ja również chciałbym, żeby zostały zakończone prace nad noweli­zacją ustawy Prawo łowieckie. Cały czas trwają prace w parlamencie tak, żeby kwestie legislacyjne rozwiązać pomyśl­nie dla myśliwych i dla naszej przyrody. Pragnę nadmienić, że koalicja PO-PSL tworzyła prawo łowieckie osiem lat i tego nie zrobiła.

Przypominam także, że już od listo­pada ubiegłego roku w Sejmie jest rządowy projekt nowelizacji ustawy. Odbyło się już pierwsze czytanie i pro­jekt został skierowany do prac w połą­czonych komisjach Ochrony Środowi­ska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa oraz Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Obec­nie trwają również ustalenia w spra­wie zmian w przepisach dotyczących sposobu postępowania w odniesie­niu do szkód łowieckich. Korzystnych z punktu widzenia praktyki łowiec­kiej i codziennego funkcjonowania myśliwych i rolników oraz budżetu państwa.

Wielu z nas pyta jednak wprost – czy to wszystko naprawdę musi trwać aż tak długo?

– Nie musi i nie powinno. Boleję nad tym i jako myśliwy, minister śro­dowiska, i jako naukowiec zajmujący się przyrodą i ekologią. Mam pełną świadomość, że minister środowiska w procesie tworzenia prawa występuje w roli mediatora, z jednej strony między rolnikami, którzy wnioskują o totalną redukcję kopytnych, a z drugiej strony organizacjami pozarządowymi, które domagają się zakazu polowania czy wycinki lasów. Dla tak skrajnych sta­nowisk trudno wypracować zadowala­jący kompromis. Jednocześnie należy pamiętać, że zarówno leśnictwo, jak i łowiectwo stanowią bardzo ważną sferę gospodarki i nie można wprowa­dzać nieprzemyślanych zmian w prawie, które mogą przynieść poważne i nieod­wracalne straty.

Przedłużanie się prac w podkomisjach powoduje, że „tylnymi drzwiami” trafiają do Sejmu propozycje rozwiązań kuriozalnych. Ostatni projekt – forsowany przez jeden z niszowych związków rolniczych i lobby „przemysłu wieprzowego” – zakłada nacjonalizację naszego związku i oddanie faktycznej władzy nad myśliwymi przedsiębiorcom tego sektora.

– Nie znam takiego projektu, ale o ile jest, to nie może być mojej zgody na takie rozwiązanie! Takie pomysły zaszkodziłyby przyrodzie, łowiectwu i wszystkim środowiskom współpra­cującym z myśliwymi, w tym również samym rolnikom.

Gospodarka łowiecka podlega ministrowi środowiska, nie może być ona traktowana jako element gospo­darki rolnej, gdyż celem łowiectwa jest ochrona zwierząt łownych i gospodaro­wanie ich zasobami w sposób zrówno­ważony, tj. gwarantujący przetrwanie każdego gatunku, aby możliwe było ich użytkowanie przez następne pokole­nia Polaków. Podejście do łowiectwa jak do gospodarki rolnej, która jest nastawiona na intensyfikację produkcji, może je jedynie zniszczyć.

Zarówno Polski Związek Łowiecki, jak i Lasy Państwowe w obecnym kształcie mają, moim zdaniem, wła­ściwe miejsce w zarządzaniu zasobami przyrodniczymi. Wspomniany pomysł, o ile istnieje, jest oderwany od rzeczy­wistości i bardzo wątpię, aby uzyskał akceptację większości posłów. Takie pomysły zdarzały się w przeszłości jako inicjatywa pewnego środowiska zwią­zanego z częścią – podkreślam, czę­ścią! – przedsiębiorców rolnych, a także bardzo wąską grupą myśliwych, którym nigdy nie odpowiadał obecny unika­towy model polskiego łowiectwa oparty na trzech podstawowych założeniaach. Są nimi: Polski Związek Łowiecki, duże obwody łowieckie, nie mniejsze niż 3 tys. ha, i własność zwierzyny w stanie wolnym w rękach państwa.

Jak daleko sięgnę pamięcią, to zawsze funkcjonowały środowi­ska, które chciały przejąć kontrolę nad łowiectwem. Wiedzą, że jedy­nym sposobem na to jest wymazanie z polskiej rzeczywistości samorząd­nej organizacji z jej prawie stuletnią tradycją. Takie próby były, są i będą, jednak trzeba podchodzić do nich z właściwą miarą: zwalczać je oraz cierpliwie tłumaczyć tym, którzy podejmują kluczowe decyzje, jak jest naprawdę, i skutecznie wprowa­dzać potrzebne łowiectwu zmiany. Takie jak proponowane są w rządo­wym projekcie nowelizacji ustawy Prawo łowieckie. Mam bardzo dużo sygnałów, i to z różnych środowisk, że zmiany zaproponowane przez rząd w tym zakresie właściwie rozwiązują te problemy.

Rozmawiałem o tym z władzami Pol­skiego Związku Łowieckiego już wielo­krotnie. Z jednej strony musimy dosko­nalić sposoby docierania z naszymi argumentami i wiedzą o przyrodzie, a z drugiej wykazać się cierpliwością.

Jaką rolę w tym procesie widzi Pan dla naszego związku?

– Myślę, że nie doceniamy roli, jaką może odgrywać 120-tysięczna armia rzeczników polskiej przyrody. Umiejętne przedstawienie naszych racji w lokal­nych społecznościach jest w stanie sku­tecznie zmienić obraz zarówno myśli­wego, jak i leśnika. Dlatego powinno się zjednoczyć działania Polskiego Związku Łowieckiego i Lasów Państwowych oraz wypracować wspólną strategię działa­nia. Powinno się także bardziej infor­mować społeczeństwo o roli myśliwych w gospodarowaniu populacjami zwie­rząt łownych i ochronie przyrody. Ostat­nie lata uwidoczniły to wyraźnie.

Dlaczego myśliwi nie chwalą się tym, że odbywają rocznie ponad milion kontroli w łowiskach na terenie całej Polski, likwidując w tym czasie od 80 do 100 tysięcy pułapek i sideł zasta­wionych na dziko żyjące zwierzęta? Dlaczego nie nagłaśnia się, że w ostat­nich latach, w związku z epidemią afrykańskiego pomoru świń, odstrze­lono ponad milion dzików, poświę­cając na to parę milionów wyjazdów terenowych? Dlaczego nie informuje się społeczeństwa, że myśliwi jesienią ubiegłego roku dokonali inwentary­zacji stanu występowania ilościowego dzików na terenie całej Polski, a każ­dego dnia inwentaryzacji brało w niej udział średnio ponad 55 tysięcy myśli­wych? Dlaczego nie mówi się o tysią­cach godzin rocznie, kiedy myśliwi edukują młodzież szkolną? Dlaczego w końcu nie mówi się o tym, że wszel­kie wymienione prace wykonywane są społecznie, a więc bez jakiegokolwiek wynagrodzenia?

Rozmawiała Diana Piotrowska

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter

    Google Plus


    • 11 Dec 2017

    • 10 Dec 2017

    • 9 Dec 2017

    • 8 Dec 2017

    • 8 Dec 2017

    • 6 Dec 2017

    • 5 Dec 2017

    • 4 Dec 2017

    • 3 Dec 2017

    • 1 Dec 2017