Dopóki starczy sił

Aby strzelić bawołu, jeździł do Afryki aż ośmiokrotnie, za to lamparta upolował po zasiadce trwającej raptem czterdzieści minut.

Sławomir Lenarcik, właściciel koncernu mięsnego produkującego wyśmienite wędliny z dziczyzny, uważa, że nie sposób korzystać w pełni z życia, jeśli nie szuka się przygody .

W czasach jego dzie­ciństwa powtarzano anegdotkę o rewolu­cji, która dokonała się w branży spożywczej. Otóż przed wojną wewnątrz sklepu reklamu­jącego się szyldem „Rzeźnik” było mięso. Po wojnie napis zmieniono na „Mięso”, a w środku był rzeźnik. Anegdota chyba nie najgorzej odda­wała istotę rzeczy, skoro kilkuletni Sławek marzył o tym, by choć raz w życiu do syta najeść się kiełbasy.

Drugie marzenie uznawał za jeszcze mniej realne do speł­nienia – największą frajdę spra­wiało chłopcu towarzyszenie wujowi, Władysławowi Milew­skiemu, w polowaniach na kuro­patwy. Razem przemierzali mazo­wieckie pola, w powietrzu unosiły się srebrne nitki babiego lata, pachniał dym z ognisk, w któ­rych żarze piekły się ziemniaki. Z buraczysk podrywały się stadka kur, a on zbierał strzelone przez wuja sztuki i zawieszał na trokach. „Gdyby tak kiedyś – myślał mały Sławek – również i mnie udało się zostać myśliwym… Polował­bym sobie na drobną zwierzynę i nic więcej do szczęścia nie byłoby mi potrzebne”.

Dziś Sławomir Lenarcik jest właści­cielem liczącego się na rynku koncernu mięsnego, oferującego m.in. wyśmie­nite wyroby z dziczyzny. […]

Cały tekst w czerwcowym wydaniu „Łowca Polskiego”

 

Bartosz Marzec / fot. Andrzej Wierzbieniec.

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter