Drogocenny bóbr

Jeśli wszystko jest kwestią umowy może warto się zwrócić do właściwych urzędów o uznanie bobra za warzywo? Jaroszom wyjdzie to tylko na zdrowie.

Zanim Jagiełło objął ochroną cisy, żeby mu wszystkich nie przerobiono na łuki, Bolesław Chrobry zaczął chronić bobry. Zastrzegł dla siebie wyłączne prawo ich ubijania, powołał specjalnych strażników – bobrowniczych, nakazał chronić żeremia, tamy i cały obszar „na rzut patykiem” od nich. Nie był żadnym proto­ekologiem. Chodziło raczej o bezpieczeństwo i pożytki.

Skóry z bobrów były tak cenne, że stanowiły rodzaj waluty – płacidła. Futro należało do luksusowych, dlatego większość zadowalała się kołnierzem. Bobrowa czapa świetnie chroniła przed mrozem i deszczem. Nadto podkreślała status właściciela oraz – jak wierzyli ówcześni – poprawiała pamięć osoby, która ją nosiła.

Bobrowy skrom, czyli sadło, był niezastąpiony w dawnej medycynie. Dzisiaj zapomniano o zbawiennym działaniu tego tłuszczu, ale to właśnie dla niego Jagienka ustrzeliła bobra z łuku, by skromem zamknąć ranę, jakiej się nabawił Maćko z Bogdańca od krzyżackiej kopii.

Sprytni mnisi wywiedli ze świętych pism, że bóbr, skoro żyje w wodzie i ma płaski ogon pokryty łuskami, to ryba. Mnisi głupi nie byli i wiedzieli dobrze, że brak mięsa w diecie pro­wadzi do szaleństwa. Uznano zatem bobrzynę za potrawę postną i taką pozostaje do dziś. A jeśli wszystko jest kwestią umowy – obecnie rybą jest ślimak, a marchewka owocem – może warto się zwrócić do właściwych urzędów o uznanie bobra za warzywo? […]

Cały tekst we wrześniowym numerze „Łowca Polskiego”

 

Paweł Biliński / Kulą w miot

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter