Dzik zabójca

O tym jak niebezpieczny może się okazać dzik, przekonuje tragiczne zdarzenie z wioski Kurozwęki opodal Tarnowa. Odyniec zaatakował tam starszą panią, która zmarła od ran.

fot. Shutterstock

Na miejsce przyjeżdżają policyjny radiowóz, karetka i leśnicy. Lekarz potwierdza zgon. Nagle ludzie dostrze­gają dzika. Okazuje się, że odyniec zabójca nie uciekł! Zwierz stoi w krza­kach, kilkanaście metrów od zwłok ofiary. To obwód Koła Łowieckiego nr 2 „Odyniec” z Kielc. Leśnicy wzywają myśliwych.

– Dzik nie bał się ludzi. Zachowywał się, jakby pilnował zdobyczy – rela­cjonuje łowczy koła Ireneusz Jastrząb. – Kolega strzelił go niemal z przyłoże­nia. Ogromne dziczysko. Jakieś 150 kg i dorodny oręż.

Miejscowi dzika poznali od razu. To odyniec z pałacu. Tak tutaj mówią o Zespole Pałacowym Kurozwęki. Piękna posiadłość z pałacem i par­kiem. Niegdyś siedziba rodu Popielów. Spadkobiercy, po odzyskaniu nieru­chomości, otworzyli tu restaurację i hotel. Atrakcją ośrodka jest minizoo. W jego zagrodach trzymane są między innymi lamy, osły, strusie, owce kame­ruńskie, szetlandzkie kuce i właśnie dziki.

Potwierdza to reklama na stro­nie internetowej Zespołu Pałacowego. Miejscowi myśliwi mówią, że uciekła stąd spora wataha – trzy lochy, kilka­naście warchlaków i właśnie gruby odyniec. Administrator pałacu przyznał, że w ośrodku były dziki – informuje szef Prokuratury Rejonowej w Staszo­wie Piotr Okarski – potwierdził też, że zwierzęta uciekły. Z oględzin policji wynika, że ogrodzenie, za którym trzy­mano dziki, było uszkodzone. To jednak za mało, żeby uznać, że kobietę zabił odyniec z pałacu. Dlatego pobraliśmy materiał biologiczny do porównawczych badań genetycznych. Materiał pobrano z ciała kobiety, z zabitego dzika i z przy­pałacowej zagrody.

– W tym wypadku chodziło o próbki odchodów i dziczej sierści. Jeśli bada­nia wykażą, że na zwłokach staruszki są ślady odstrzelonego dzika, a ślady tego właśnie dzika są również w zagrodzie, wówczas będzie pewność, że mieszkankę Kurozwęk zabił odyniec przetrzymy­wany w tej zagrodzie. Wyniki badań będą za kilka tygodni – objaśnia tę część śledztwa prokurator Okarski.

Prokuratura skłania się ku tezie, że staruszkę dopadł uciekinier z pałacu. Postępowanie prowadzone jest w kie­runku narażenia człowieka na bezpo­średnie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz nieumyślnego spowodowania śmierci. Potwierdziła to zastępczyni szefa prokuratury w Staszowie Ewa Wielgus. Taki zarzut może stanąć przed pracownikami pałacu odpowiedzial­nymi za minizoo. Gdyby nie było podej­rzeń, że sprawcą obrażeń był pałacowy dzik, takie ukierunkowanie śledztwa byłoby bezzasadne.

– Na razie wiemy tyle, że śmiertelne rany zadane zostały najprawdopodob­niej kłami dzika. Tak wynika z sekcji zwłok. Czy był to dzik z lasu, czy z pałacu, o tym zadecydują badania genetyczne – stwierdza prokurator Ewa Wielgus.

W sprawie tej pojawia się dodat­kowy wątek. Wiele wskazuje na to, że dziki w przypałacowej zagrodzie trzymano nielegalnie. Art. 9 ust. 1 pkt 2 Prawa łowieckiego zakazuje przetrzy­mywania zwierzyny. Dodatkowo art. 16 Prawa łowieckiego zakazuje chowu i hodowli zwierząt łownych, z wyjąt­kiem bażanta oraz zwierząt uznanych za zwierzęta gospodarskie (dzika na tej liście nie ma). Od zakazu są jednak wyjątki. Pierwszy dla ogrodów zoolo­gicznych, ale Zespół Pałacowy w Kuro­zwękach statusu ogrodu zoologicznego nie ma. Zgodę na chów i hodowlę dzi­ków może wydać minister środowiska. Resort potwierdził, że właściciel pałacu przed trzema miesiącami o zgodę taką wystąpił. Ponieważ jego wniosek nie był kompletny i, mimo wezwania, nie uzu­pełniono go – służby ministra podanie zostawiły bez rozpoznania.

Jest też trzecia ścieżka. Zgodę może dać starosta, jednak zezwolenie ważne jest tylko pół roku i dotyczy osoby, która weszła w posiadanie zwierzyny w wyniku osierocenia lub uszkodze­nia ciała zwierzęcia, mając na uwadze potrzebę podjęcia opieki i leczenia. Pro­kurator ze Staszowa twierdzi, że w trak­cie pierwszego przesłuchania właśnie na taką zgodę powołał się dyrektor Zespołu Pałacowego. Tymczasem, jak ustalił komendant Państwowej Straży Łowieckiej w Kielcach, pałac o zezwole­nia na przetrzymywanie trzech dzików wystąpił tylko raz, w 2005 roku, zatem nie mogło ono dotyczyć odyńca, szaco­wanego na wiek około 6 lat.

– Z pewnością wyjaśnimy ten wątek w trakcie śledztwa – obiecuje szef pro­kuratury w Staszowie.

Dyrektor Zespołu Pałacowego nie chce o tym rozmawiać. Zagroził, że każdy kolejny telefon z „Łowca Pol­skiego” uzna za… nękanie!

Marek Ledwosiński / fot. Shutterstock

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter