Dziki pod obstrzałem

Kto jak kto, ale dziki mogą nie doczekać dobrej zmiany. Minister rolnictwa zarządził kolejną depopulację czarnego zwierza. Problemem nie są dziki, ale choroba, którą przenoszą.

Nieograniczony dostęp do wysokoenergetycznej karmy spowodował większy przyrost populacji, a do huczki zaczęły przystępować nawet przelatki, które żywiąc się kukurydzą, ważą dzisiaj nawet 70 kg

Nieodżałowanej pamięci Wacław Przybylski opowiadał kiedyś, jak to podczas egzaminu dla nowo wstępujących do PZŁ poprosił kursanta o opisanie dzika. Pierw­sze i ostatnie zdanie opisu przeszło do historii łowiectwa bo brzmiało: „Dzik to zwierze podłużne”. Jakkolwiek jednak dzik by wyglądał, nie ulega wątpliwości, że należy do zwierzyny, na którą szczególnie lubimy polować, zarówno indywidualnie, jak i zbiorowo. Po pierwsze, to godny przeciwnik – dysponujący niezwykle czułym słuchem i fantastycznym węchem, a po wtóre, jest bardzo smaczny. Nauczyliśmy się go przyrządzać w wielu postaciach i dziś żadna myśliwska impreza nie może się odbyć bez pieczonego w całości war­chlaka czy domowej roboty kiełbasy.

Do niedawna był gatunkiem pożą­danym w leśnych łowiskach, a przez administrację lasów państwowych uwa­żany był wręcz za sprzymierzeńca lasu, bo w poszukiwaniu pędraków buchtuje ściółkę i ogranicza gradacje szkodników. Dziki przez dziesięciolecia cieszyły się szczególnymi względami. Podręczni­kowa struktura płci u dorosłych dzików powinna wynosić 1:1 – dopuszcza się nawet niewielką przewagę osobników męskich – jednak przez lata w wielu łowiskach za strzelenie lochy obowiązy­wały wysokie kary (lub „szczęśliwiec” z własnej woli kupował kukurydzę). Takie podejście do „hodowania” doprowadziło miejscami do poważnej dysproporcji struktury płci i tym samym dużo większego przyrostu naturalnego.

W łowiskach leśnych większa liczba dzików wszystkich cieszyła. Z czasem jednak komplikowało się życie myśli­wych, którzy gospodarowali na polach. Poziom szkód łowieckich szybko wzra­stał. Pojawienie się wielkopowierzch­niowych upraw kukurydzy stanowiło magnes, który wyciągał dziki z naj­większych ostępów. Nieograniczony dostęp do wysokoenergetycznej karmy powodował większy przyrost populacji, a do huczki zaczęły przystępować nawet przelatki, które żywiąc się kukurydzą, ważą dzisiaj 70 kg.

Takie realia wymusiły na kołach łowieckich całkowitą zmianę w podejściu do tego gatunku. Jed­nocześnie musieliśmy się zmierzyć z dwoma rodzajami problemów. Podstawowy – to redukcja liczebności populacji w wielu łowiskach, w których szkody stają się poważnym problemem. Drugi – nie mniej ważny i również odpowiedzialny za wzrost liczebności – to uregulowanie struktury płci. Zdaniem naukowców jest jednak możliwe wypracowanie skutecznych metod jednoczesnego ograniczania liczebności i zwiększe­nia liczby odyńców, które w polskich kniejach, niestety, należą dzisiaj do rzadkości.

Cały tekst w kwietniowym numerze „Łowca Polskiego”

Marek Wenecki / fot. Shutterstock, Karl – Heinz Volkmar

Kto jak kto, ale dziki mogą nie doczekać dobrej zmiany. Minister rolnictwa zarządził kolejną depopulację czarnego zwierza. Problemem nie są dziki, ale groźna choroba, którą przenoszą. W latach 70. płk Kazimierz Doskoczyński, szef ośrodków w Bieszczadach i na Mazurach, nakazywał podprowadzającym, aby wydawali zgodę na odstrzał odyńca tylko w sytuacji, gdy u sztuki stojącej na sztych widać było oręż Decyzje dotyczące rozwiązania problemu ASF nie zależą od myśliwych, ale nawet przyjmując, że jedyną słuszną drogą jest radykalnie zmniejszenie liczebności populacji dzików, to te same efekty można by osiągnąć znacznie prościej Koła łowieckie muszą się dziś mierzyć z dwoma rodzajami wyzwań: redukcją liczebności populacji w łowiskach, w których szkody stają się poważnym problemem, oraz uregulowaniem struktury płci Pilnowanie poziomu populacji nie powinno odbywać się kosztem odstrzału samców. Większość planu należy wykonywać w dziczej młodzieży, czyli warchlakach i przelatkach Głównym powodem braku odyńców jest presja myśliwych od wiosny do końca sezonu. Większość łowców bierze na cel każdego dzika, który nie jest lochą ani pasiakiem W lutym 2014 roku nasze granice sforsował afrykański pomór świń (ASF), choroba niegroźna dla człowieka, ale wśród trzody chlewnej i dzików powodująca spustoszenie

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter

    Google Plus