Garnuszek myśliwego

Belgia dała światu nie tylko frytki, cykorię i piwo spontanicznej fermentacji. Rewelacyjnie smaczną propozycją jest hutsepot – jednogarnkowa potrawa z sarniny, mięsa dzika i jagnięciny.

Czy możliwe jest gastrono­miczne połączenie francuskiej rafinady i niemieckiego kon­kretu? Czy galijskie poczucie smaku może na talerzu współistnieć z ogro­mem zwyczajowej germańskiej por­cji? Nie są to wbrew pozorom pytania beznadziejne, a odpowiedź na nie jest krótka i prosta: tak, może, w Belgii mianowicie.

Ten dziwny kraj zaskakuje w wielu aspektach. To jedyna w Europie monar­chia ludowa, gdy bowiem Belgia w 1831 roku powstawała, jej pierwszy król Leopold przybrał tytuł „króla Bel­gów”, a nie „króla Belgii”. Ów bel­gijski władca wywodził się z dynastii sasko-koburskiej, z tej samej dynastii pochodzą wszyscy pozostali królowie, włącznie z obecnym, gdyż tron jest w Brukseli dziedziczny. Zatem wszyscy oni są z pochodzenia Niemcami, jed­nak Belgię w obu wojnach światowych krzywdzili nie Francuzi, lecz Niemcy.

W Belgii nie mówi się po belgijsku, gdyż takowy język nie istnieje, lecz po flamandzku lub jak kto woli nider­landzku, francusku oraz niemiecku, a w niektórych dzielnicach stolicy naj­chętniej po arabsku, jednak arabski nie jest w Belgii językiem urzędowym w przeciwieństwie do trzech wcześniej wymienionych. Je się w Belgii dużo, chętnie i znakomicie, jak jednak ma być inaczej w miejscu, które dało światu frytki, gofry, praliny i piwo spontanicznej fermentacji (o cykorii i brukselce nie wspominając). Jeśli więc chcecie jedze­nia doskonałego jak we Francji i obfi­tego niczym w Niemczech, już wiecie, gdzie go szukać.

Przyznać się muszę, że lęk przed uty­ciem nie pozwala mi odwiedzać Belgii zbyt często. […]

Robert Makłowicz / fot. Shutterstock.

Cały tekst w październikowym numerze „Łowca Polskiego”

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter