Kaczki medialne

Na pióro z Turgieniewem! Opowiadanie o łowach, które dokumentował telewizyjny program „Darz Bór”.

kaczki-01

Brzask niedzielnego, jesiennego poranka. Prowincjonalne miasteczko tonie jeszcze w leniwym, świątecznym bezruchu, kiedy łoskotem aut i pokrzykiwaniem powitań zakłóca ten sielski spokój gromada mężczyzn.

Oto myśliwi koła „Knieja” z Reska tradycyjnie zbierają się na przyszpitalnym parkingu. Tu wszystko wydaje
się mieć porządek: zza zaparkowanych aut wyłania się kolorowy baner usług pogrzebowych, a tuż obok przytulił się zakład kamieniarski. Nowe czasy, trzeba być blisko klienta.

Na ptactwo bardzo rzadko poluje
się zbiorowo, ale dzisiaj przybywa TV Darz Bór realizować lm z polowania na kaczki. Będą tutaj już drugi raz i nikt nie wie, dlaczego. Myśliwi snują domysły, że reporterski materiał wymaga poprawek. Jedno jest pewne: program „Darz Bór” walczy z fałszywymi wyobrażeniami o łowiectwie, a każda okazja doskonale się do tego nadaje.

Patrząc na kolegów gotowych
na łowy, przypomina mi się opis takiego polowania z nie byle jakiej książki.
„Ale pod koniec polowania, jakby
na pożegnanie kaczki zaczęły się zrywać takimi stadami, że ledwieśmy nadążyli nabijać strzelby. W zapale myśliwskim nie zwracaliśmy uwagi, w jakim stanie znajduje się nasze czółno – kiedy nagle na skutek gwałtownego ruchu Jermołaja (chciał sięgnąć po zabitą kaczkę i całym ciałem oparł się o burtę), nasz lichy statek przechylił się, zaczerpnął wody
i uroczyście poszedł na dno, szczęściem nie na głębokim miejscu. Krzyknęliśmy, ale było już za późno, w mgnieniu oka staliśmy w wodzie po szyję, otoczeni pływającymi kaczkami. Nie mogę sobie teraz przypomnieć przerażonych i bladych twarzy moich towarzyszy (praw- dopodobnie i mojej twarzy nie zdobił rumieniec), ale wówczas, przyznaję, nie było mi do śmiechu. Każdy z nas trzymał strzelbę nad głową, a nawet Sęczek pewno z przyzwyczajenia, by naśladować panów, podniósł żerdź do góry”.

Dawniej polowali panowie. Tradycja przetrwała komunę, przetrwa pseudoekologię i partyjne skłócenie narodu – to taka re eksja, bo pod reskim szpitalem wciąż czekamy na redaktorów. Dzwonili, że już jadą. Pojawia się żart, że zaspali po nocnym kolegium redakcyjnym – może zdążymy zapolować, nim całe ptactwo odleci do ciepłych krajów.

Są, przybyli, powitanie i sygnalista już może trąbić „Zbiórka”. Redaktor Malec i jego zastępca Jarosław Kowalski wraz z innymi stają karnie na zbiórce. Nic to, że z telewizji! Sprawdzamy legitymacje. Zdziwieni? O nie! Przyzwyczajeni. Do dzieła!

Losowanie stanowisk. Ważne, żeby nie wylosować 13, bo nie ma co kusić losu, a potem tylko ciekawość, które to strzelby staną obok mnie.

Kolega łowczy Roman Kulesza, pro- wadzący dzisiejsze polowanie, omawia z uczestnikami wszystkie wątpliwości
i szczegóły. Wspólnie jeszcze trochę żar- tów, z reguły o nieobecnych, przedmuchujemy rury strzelb, a potem płuca dymem tytoniowym i każdy „na swój koń wskakuje”. Prawdziwy mężczyzna pachnie przecież prochem, tytoniem i koniem mechanicznym.

Może to szlachecki obyczaj,
że każdy swą furmanką podąża. Widok to ponury jak z amerykańskich pogrzebów lub rajdu turystyczno-samochodowego skandynawskich emerytów. Naszą miłość do koni powinno się ustawą ograniczyć i nakazać zakup komuni- stycznych osinobusów – aby towarzyskość w nasze szeregi powróciła. Siły ustawodawczej jednak na razie brak, więc w drogę, panowie, na pióro!

Przybywamy na teren stawów Rybackiego Gospodarstwa Ińsko w Malińcu, zarządzanego przez polującego ichtiologa Mateusza Gżyla. Tak wrzucamy dwa grzyby w barszcz, bo to i nasz obwód, i kawał historii.

Maliniec ma ponad 200 lat. W 1813 roku hrabia Arcade von Sobol pobudo- wał tutaj dwór i założył osadę. Dwór stoi jeszcze wśród zaniedbanego przypałaco- wego parku z dwoma stawami. Wiel kie stare dęby, lipy, jodły kanadyjskie, cisy – łącznie 27 gatunków drzew. Ot, takie romantyczne założenie krajobrazowe. Obok stawów resztki cmentarza rodowego byłych właścicieli. Wszystko zaniedbane, nie inaczej jednak niż popegeerowskie domy, tzw. rumuny – pobudowane obok we wsi. Wszystko to ilustracja pokłosia wiatrów historii XX wieku na tych ziemiach. I tylko oranżerię przypałacową spolonizowana ludność ukraińska zamieniła w kaplicę.

Przepiękny kilkunastohektarowy teren usiany licznymi stawami jest jednak mekką ptactwa wodnego. Przybycie tak licznej gromady jak nasza spowodowało masowy odlot ptactwa.

– Panowie, na kolanach, cichutko na stanowiska podążać, nie stoimy, na kucaka trzeba, bo inaczej nie łowy, a spotkanie towarzyskie nam zostanie – instruuje redaktor Malec. O cholerka! – dodaje. – A gdzie psy?

Oto nadchodzą. Huberta Stojka
z Reska to hodowca i opiekun wspa- niałych seterów. Dziś i on będzie z nami polował. Wspaniale ułożone Jaga, Diana, Azaj i Nero będą zbierać z wody i trzcinowisk zbarczone ptaki. Widać, że dla tych psów czas polowania to naj- większa nagroda. Poznałem już kilku myśliwych, którym olbrzymią przy- jemność sprawia chodzenie z własnymi psami w nagance.

Zaczęło się! Wiele strzałów, ale tylko część tra onych kaczek ląduje awaryj- nie. Podniesione tra ają do rąk łowców. Szkoda tylko, że nie wszyscy mają troki, wielu myśliwych zdobycz w rękach nosi. Sygnalista trąbi na posiłek. Z daleka czuć zapach smażonej kiełbasy, a po niej będzie to, co najsmaczniejsze. Wędzony karp – specjalność gospodarza stawów. Nie ma zdjęć, byłem zbyt zajęty smakowitymi kąskami. Doszły mnie słuchy, że ten, co przyprawia i wędzi tego karpia, służbowo ma nakazane zajmować się wyłącznie tym. Zaiste dobra to decyzja!

Podczas kolejnej tury polowania pojawił się na niebie dziwaczny ptak bez piór. Dźwięk lotu tego ptaka też był niezwykły. Oto nadlatuje dron ekipy TV Darz Bór i lmuje polowanie z góry. Te ujęcia, nie ma co ukrywać przecudnej urody, możecie obejrzeć w 170. odcinku magazynu Darz Bór. Dostępny jest on w Internecie. Naprawdę warto!

– Strzelaj! – namawiają koledzy myśliwi pudłującego dotąd redaktora Malca. A sprawa wydaje się prosta, bo dron wisi nieruchomo w powietrzu około 20 metrów od nas. Redak- tor Malec pokusie jednak nie ulega.

W sumie padło 45 kaczek z rąk i strzelb 21 myśliwych. Koniec polowania, trąbią już pożegnanie. Jeszcze tylko wymiana informacji. Nowe kontakty i pseudonimy. Szczęk migawki. Ekipa TV Darz Bór, sygnalista, opiekun psów i dwóch zaprzyjaźnionych towarzyszy pozują do wspólnej fotogra i. A ja wieczorem spotkałem przyjaciela – myśliwego, co mi o swym polowaniu na gęsi opowiedział. I znowu gdzieś przed oczami stanął Turgieniew. Ale to już inna historia…

Zbigniew Jakle

kaczki-02 kaczki-03 kaczki-04 kaczki-05 kaczki-06

 

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter