Koniec sezonu

Kłopoty zaczęły się już w skle­pie „Złota Trąbka”. W ofer­cie zabrakło amunicji, któ­rej używałem od lat.

Okazało się, że w moim kalibrze są kule mało znanej firmy z terenu byłej Jugosławii. Była wojna, może nauczyli się produkować porządną amunicję – pomyślałem – gdzie będę jeździł w korkach po mieście. Kupiłem jedną paczkę.

Kiedy wyszedłem ze sklepu, samo­chód… nie odpalił. Oj, święty Hubercie, czego się czepiasz? – jęknąłem w duchu. Bo przecież nie odpalił nie dlatego, że zostawiłem go po raz kolejny tego dnia na światłach, a akumulator miał już swoje lata – Hubert wyraźnie nie chciał, bym pojechał na to polowanie.

A ja chciałem pojechać. Bardzo! Na legendarne już polowanie kończące sezon zaprosił mnie po latach Artur, z racji posiadania rozlicznych hekta­rów zwany przez nas Hrabią. Zawsze 15 stycznia, zawsze w doborowym towa­rzystwie, zawsze z dobrymi rozkładami i jeszcze lepszymi biesiadami po zakoń­czeniu. Otrzymanie zaproszenia było swego rodzaju nobilitacją.

Artur zapraszał nas regularnie, ale pewnego razu doszło, z mojej winy niestety, do sporu między nami, który zaowocował ochłodzeniem stosunków i kilkuletnią absencją na łowach. Kiedy więc przez umyślnego przekazał zapro­szenie, wiedziałem, że MUSZĘ pojechać.

Przygotowywałem się wyjątkowo starannie. Dwie pary kalesonów, trzy podkoszulki, skarpetki, co je ongiś u góralki w Zakopanem na targu kupi­łem za cenę wyśmienitego „łyskacza”, zielony sweter pamiętający czasy służby w strażnicy i kurtka bechatka odzie­dziczona po ojcu, zamiast kapelusza – lisiura. Zapowiadali minus dwadzieścia! […]

Cały tekst w styczniowym numerze „Łowca Polskiego”

Sergiusz Piasecki / il. M.Nowakowski.

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter

    Google Plus


    • 15 Jan 2018

    • 13 Jan 2018

    • 12 Jan 2018

    • 11 Jan 2018

    • 10 Jan 2018

    • 9 Jan 2018

    • 7 Jan 2018

    • 6 Jan 2018

    • 5 Jan 2018

    • 4 Jan 2018