Krótka teoria dominacji

W każdym stadzie, składającym się choćby z dwóch osobników, zawsze musi być szef. Lepiej dla nas, żeby nie był nim nasz pies.

Dla współczesnego psa stadem jest ludzka rodzina. Składa się ona z kilku osób, z których jedna w naturalny sposób zostaje przy­wódcą. Z kolei nasz pies ustawia się na takiej pozycji, na jaką pozwolą mu inni członkowie jego współczesnej – bez względu na to, jak to zabrzmi – watahy.

W pierwotnym stadzie wyglądało to tak, że przywódca miał najwięk­sze przywileje. Mógł spać, gdzie chciał, zawsze jadł pierwszy, a innych traktował oschle i niekiedy brutalnie. Wynikało to stąd, że to właśnie na przywódcy ciążyła największa odpowiedzialność za całe stado. To on musiał o nie dbać, wybierać najlepsze tereny łowieckie i chronić je przed niebezpieczeństwami. Zatem wszystkie „luksusy” związane z pierwszeństwem posiłku i wygod­nego odpoczynku jak najbardziej mu się należały.

W naszym współczesnym domu piesek – bez specjalnych zasług i troski o pozostałych członków watahy – śpi, gdzie mu się podoba, posiłek dostaje jako pierwszy, a jak ktoś przypadkiem zbliży się do jego miski, to pokazuje mu zęby. Oczywiście z ludzkiego punktu widzenia chcemy, żeby pupilek miał u nas jak najlepiej, ale niestety jego świat rządzi się innymi prawami. On odczytuje to zupełnie inaczej – naszą dobroć odbiera jako słabość.

Postępując w taki sposób, wysyłamy psu sygnały świadczące o jego przy­wództwie. Jeśli pani domu przyrządza posiłek dla rodziny, a piesek ma w tym momencie ochotę, by coś przeką­sić – nie ma dla niego nic prostszego.[…]

Cały tekst w sierpniowym numerze „Łowca Polskiego”

Andrzej Wilczopolski / fot. Alamy, Shutterstock.

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter

    Google Plus


    • 13 Dec 2017

    • 12 Dec 2017

    • 11 Dec 2017

    • 10 Dec 2017

    • 9 Dec 2017

    • 8 Dec 2017

    • 8 Dec 2017

    • 6 Dec 2017

    • 5 Dec 2017

    • 4 Dec 2017