Myśliwski zaułek

W Zielonej Górze naszą pasję promują myśliwskie Bachusiki. Koło niewielkich, ale jakże znaczących figurek zatrzymują się wszystkie wycieczki.

Pewnego letniego popołudnia, sześć lat temu, w ogródku piwnym na zielonogórskiej ulicy Pod Filarami spotkało się pięciu myśliwych i sympatyków łowiectwa, którzy postanowili postawić myśliwskiego Bachusika – nawiązując do winnej tradycji miasta.

Uzgodniono wówczas zręby pomysłu – postanowiono zwró­cić się do myśliwych i sympa­tyków z prośbą o fundusze, a w zamian ich nazwiska wmurować „na wieczne czasy” w zielonogórski deptak. Odsło­nięcie miało być z przytupem, a Bachu­sik miał nie stać, jak inne pomniki, na ziemi, lecz siedzieć na filarze kamie­nicy niczym na myśliwskiej ambonie. Uczestnicy spotkania zawiązali komitet, który z czasem przybrał nazwę Komitet Fundacji Huberticusa.

Komitet obradował regularnie, a piwny ogródek stał się miejscem spotkań coraz większej liczby myśliwych. Założono konto, załatwiano formal­ności. Nie było łatwo, bo okazało się, że kamienica jest własnością wspólnoty mieszkaniowej i trzeba było przekonać do pomysłu 15 właścicieli i ich drugie połowy, a jak wiadomo, gdzie Polaków dwóch, tam zdań…

Znaleziono artystę – Andrzeja Moska­luka z podgorzowskiego Deszczna, któ­rego rekomendacją była rzeźba Włodzi­mierza Korsaka wykonana dla Gorzowa. Niekrótkie boje stoczono z miejską konserwator zabytków, której nie bardzo podobał się pomysł Bachusika na fila­rze zabytkowej, bądź co bądź, kamie­nicy, ale tutaj nieocenionym wsparciem okazał się fakt, że w Komitecie Fundacji Huberticusa zasiadał miejski radny i on wziął na siebie trud tych rozmów. Trwało to prawie rok! W tym czasie prowadzono zbiórkę funduszy, pomysłodawcy kilka­krotnie udawali się do rzeźbiarza, aby obie wizje i koncepcje harmonijnie się uzupełniały.

Wreszcie nadszedł ten dzień – 95. rocznica powstania Polskiego Związku Łowieckiego. Zielonogórski deptak zapeł­nił się myśliwymi i sympatykami łowiec­twa, rozbrzmiał dźwiękami myśliwskich rogów, tym razem pod przewodnictwem Roberta Olejarza, pojawił się sam… Bachus w osobie Marcina Wiśniew­skiego, który odczytał list do zielonogór­skich myśliwych. Gwar i szum w środku miasta przyciągnęły sporo przechod­niów, którzy z zaciekawieniem oglądali myśliwską uroczystość. […]

Cały tekst we wrześniowym numerze „Łowca Polskiego”

Leszek Szewczyk  / fot. Marek Busz.

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter