Myśliwy z poligonu

Jego rosół z bażanta nie ma sobie równych, a myśliwskie noże, które wytwarza, cieszą oko wielu kolekcjonerów.

Pułkownik Wiesław Borowczyk jest świetnym towarzyszem łowieckich wypraw – nie tylko do Afryki. Dzięki darowi słowa potrafi oddać pełną dramatyzmu atmosferę rykowiska, które obserwował na poligonie w Wędrzynie.

Pułkownik Wiesław Borowczyk jest świetnym towarzyszem łowieckich wypraw – nie tylko do Afryki. Dzięki darowi słowa potrafi oddać pełną dramatyzmu atmosferę rykowiska, które obserwował na poligonie w Wędrzynie.

Grzegorzowi Russakowi powie­dział kiedyś: „Gotuję lepiej od pana i mogę to łatwo udowodnić”. Widząc zdziwioną minę naszego kulinarnego eksperta, wyjaśnił z prostotą: „Jestem grubszy”. Sporu o to, kto lepiej radzi sobie w kuchni, nie podejmuję się rozstrzygnąć, ale nie od rzeczy będzie chyba zaznaczyć, że w kwestii masy żaden z panów nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Fakty pozostają bezsporne: wszy­scy, którzy mieli okazję spróbować dziczyzny przyrządzanej przez Wie­sława Borowczyka, nie mogą znaleźć słów uznania. Zapytany, skąd u niego zamiłowanie do kucharzenia, wyjaśnia, że zmusiła go do tego sytuacja rodzinna. Otóż żona pana pułkownika – Teresa – wychowała się w domu zawodowej kucharki, która – nawiasem mówiąc – przed wojną pracowała w majątku Czartoryskich na zamku w Gołuchowie, a w czasie wojny musiała przygoto­wywać posiłki dla gauleitera Ericha Kocha. Matka wyręczała ukochaną córkę w obowiązkach, powtarzając, że ta zdąży się jeszcze w życiu nastać przy garnkach. W efekcie – by rzecz nazwać najdelikatniej – talenty kuli­narne pani Teresy nigdy nie zostały rozbudzone.

Wyszło to na jaw, gdy pewnego razu wróciła późno do domu, a syn oświad­czył, że jest głodny. Pani Teresa przygo­towała więc jajecznicę, a gdy czteroletni chłopiec spróbował, spytał: „Kto to smażył?”. „Tata” – odpowiedziała bez mrugnięcia okiem. Malec westchnął ciężko, a później oświadczył ze smut­kiem: „To już się nauczył tato gotować tak jak mama…”.

Żołnierski posiłek

W czasach, gdy Wiesław Borowczyk pełnił jeszcze obowiązki dowódcy poli­gonu w Wędrzynie, duszpasterską wizytę po kolędzie zapowiedział biskup polowy Wojska Polskiego generał dywizji Sławoj Leszek Głódź. Tuż po północy, w dniu zapowiedzianych odwiedzin, w miesz­kaniu zadzwonił telefon. Okazało się, że pan pułkownik ma podjąć duchow­nego śniadaniem. Czasu pozostało nie­wiele, na szczęście przezorny gospodarz miał w zamrażarce zapasy. Duchownego poczęstował rosołem z bażanta z domo­wym makaronem oraz szynką z sarny duszoną z prawdziwkami, czyli – jak żartuje – prostym żołnierskim posiłkiem.

Jego kuchennych rewolucji nie powstydziłby się żaden kulinarny celebryta. W Afryce pan pułkownik spróbował biltongu, czyli odpowied­nio przyprawionego i suszonego mięsa kudu, wyśmienitej przekąski do piwa. Po powrocie do kraju przygotował z jelenia polską wersję tej potrawy.

Bartosz Marzec
lowiec_baner_09_2016_1

lowiec_baner_09_2016_2 lowiec_baner_09_2016_3

 

Safari było jego przygodą życia – Wiesław Borowczyk przeznaczył na nie całą odprawę otrzymaną na zakończenie służby wojskowej W Afryce zawodowi myśliwi orzekli, że pan pułkownik chodzi słabo, ale za to dobrze strzela Uważa, że dokonując selekcji rogaczy, powinniśmy strzelać osobniki stare. Po pierwsze, to utrudnia łowy, a po wtóre, w takiej sytuacji przyspieszamy tylko nieznacznie to, co nieuchronne Safari było jego przygodą życia – Wiesław Borowczyk przeznaczył na nie całą odprawę otrzymaną na zakończenie służby wojskowej

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter

    Google Plus


    • 15 Jan 2018

    • 13 Jan 2018

    • 12 Jan 2018

    • 11 Jan 2018

    • 10 Jan 2018

    • 9 Jan 2018

    • 7 Jan 2018

    • 6 Jan 2018

    • 5 Jan 2018

    • 4 Jan 2018