• Marzec z „Łowcem”
    Marzec z „Łowcem”
  • Opary smogu
    Opary smogu

Opary smogu

Politycy i celebryci zwyczajnie okłamują „ciemny lud”. Trudno uwierzyć, że tak wiele wykształconych osób udało się zapędzić w tę pseudoekologiczną „empatię”.

W styczniu br. Partia Zielonych zorganizowała marsz w obronie polskiej natury. Zachęcano do przyjścia na manifestację osoby, którym leży na sercu dobro przyrody i które nie akceptują obecnego sposobu zarządzania przyrodą. Nie jestem specjalistą od oceny wielkości zgromadzeń, ale wydaje mi się, że zebrało się około 500 osób… Pytanie, czy to dużo, czy mało, nie ma większego znaczenia. Jesteśmy uważani za wrogów przyrody. Bezpardonowe ataki są powodem, że coraz częściej zadajemy sobie pytanie, jaka powinna być nasza reakcja. Rozmawiając z kolegami o tych akcjach przeciwników myśliwych, dochodzę do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będzie… wyjście na polowanie!

Zwolennicy „naturalnych” metod zarządzania przyrodą coraz głośniej wykrzykują swoje poglądy. Widać ich już nie tylko we wszystkich mediach, ale również na ulicach. Zieloni rewolucjoniści wciąż powtarzają te same slogany domagające się odrzucenia tradycji oraz odwołujące się do opacznie rozumianej empatii. Rozciągnięcie zakresu tego pojęcia na zwierzęta, tym samym ich uosobienie i zrównanie z ludźmi, jest centralnym punktem nachalnie nam narzucanej wegańskiej wizji świata. Na całym świecie przeciwnicy łowiectwa używają tego samego sprawdzonego chwytu, jakim jest uczłowieczenie zwierzaków. Przebierają się za zwierzęta, udają cierpienie i opowiadają, co czują, sprytnie manipulując w ten sposób emocjami naiwnych mieszczuchów.

Kto nie z nami, ten przeciwko nam! Na razie wrogami zielonej rewolucji są minister Szyszko, leśnicy oraz myśliwi, w drugim rzędzie stoją miłośnicy naturalnych futer, a z czasem dołączą do nas wędkarze, miłośnicy jazdy konnej i pozostała reszta „krwiożerczych barbarzyńców”, którzy nie traktują zwierzątek na równi z ludźmi, wykorzystując je rzekomo dla zbytku i swojej uciechy. Jest tylko jedno, wcale niemałe, ale…

Nikt z nas nie znęca się przecież nad zwierzętami i nie myślimy o wycinaniu parków narodowych. Nie dajmy się zwariować! Państwo nie może wszystkiego uregulować i za każdym razem decydować za obywatela, w którym miejscu ogródka może postawić garaż. Obywatelowi akurat pasuje za lipą, którą dziadek posadził 100 lat temu w złym miejscu, nie mając wówczas pojęcia, że jego wnuki nie będą z nią już mogły nic zrobić. Z pewnością szkoda każdego wyciętego drzewa, ale może zamiast bić w rewolucyjne bębenki, lepiej byłoby skopiować sprawdzone już w innych częściach świata rozwiązania i na przykład zrekompensować wycinkę obligatoryjnymi nasadzeniami?

Coraz częściej mam wrażenie, że większość problemów, z jakimi się borykamy, wynika z faktu poruszania się „miastowych” społeczności w oparach smogu i absurdu. Widać, jak bardzo brakuje im kontaktu z realnym światem. Jeszcze niedawno wydawało mi się, że nikt normalny nie ma zamiaru cofać się do ery kamienia łupanego, porzucając wszelkie zdobycze cywilizacji. Słuchając jednak wielkomiejskich ekologów przebranych za łosie, wilki czy lisy, mam poważne wątpliwości, czy w ich głowach nie tli się jednak pomysł przeprowadzenia nas wszystkich przez taki właśnie eksperyment.

Politycy i celebryci zwyczajnie okłamują „ciemny lud”. Płakanie nad drzewami, biednym losem świnek, baranków czy karpi jest moim zdaniem żałosne. Trudno uwierzyć, że tak wiele wykształconych osób udało się zapędzić w tę pseudoekologiczną „empatię”.

Przez wiele dziesięcioleci polowanie było zjawiskiem na dalekim marginesie życia społecznego. Spokojnie zarzucaliśmy strzelbę na ramię i jechaliśmy na łowy. Dzisiaj część myśliwych, czując na plecach gorący oddech „zielonych towarzyszy”, nie czuje się już tak komfortowo. Nie miejmy złudzeń – polowania coraz częściej będą blokowane przez ekoterrorystów, media będą nagłaśniać nasze potknięcia, a znani reżyserzy będą kręcić filmy – tyle że z pewnością nie o misterium tokowiska, lecz o złych myśliwych „mordujących” sarenki. Wpisując się w tę koniunkturę, każdy będzie miał okazję zarobić przy okazji parę groszy na umiejętnym podkręcaniu emocji, utrzymując swoje ekologiczne „pieczary” i „szałasy” usytuowane w ekologicznych apartamentowcach ze szkła i aluminium i za żelaznymi kratami zamkniętych betonowych osiedli…

Paweł Gdula
redaktor naczelny

             

  • Najnowsze artykuły

    • Smog smogiem
      W marcowym numerze znajdziecie felieton Krzysztofa ...
    • Nur
      Tematem felietonu prof. Jerzego Bralczyka jest nur, ...
    • Jeleń i szpada
      Spośród wielu odmian szaszłyków na uwagę zasługują ...
    • Francja w rondlu
      Być może najsmaczniejsza jest kuchnia francuska w ...
    • Profesorskie zające
      Wspominając polowania sprzed lat, powracamy do ludzi, ...
    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter

    Google Plus


    • 23 Mar 2017

    • 21 Mar 2017+1

    • 20 Mar 2017

    • 18 Mar 2017

    • 17 Mar 2017+1

    • 15 Mar 2017

    • 14 Mar 2017

    • 13 Mar 2017

    • 10 Mar 2017

    • 9 Mar 2017