Pieśń głuszca

Poleskie moczary znalazły się poza naszymi granicami. Nie oznacza to jednak, że marzenie o wiosennych polowaniach na pióro musi pozostać niespełnione.

Wyobraźnia, której ostrogę dała lektura klasycznych opowiadań, podsuwa nam obrazy trudno dostępnych rojstów na Kresach dawnej Rzeczypospolitej. Z moczarów podnosiła się mgła i mchy porastające drzewa tworzyły fanta­styczne, niepokojące kształty. W pusz­czy, jeszcze spowitej mrokiem, niósł się klangor żurawi – hejnalistów dnia. Póź­niej zapadała cisza tak głęboka, że dało się usłyszeć szum płynącej w żyłach krwi.

Myśliwy, prowadzony przez osacz­nika, zdążał do areny tokowiska, której głuszce pozostawały wierne od niepa­miętnych czasów. Już niebawem nad mszarem miała popłynąć ich namiętna pieśń, którą inaczej opisywał każdy z wielkich autorów literatury łowieckiej.

W zrywach serca

Według Romana Bratnego, pieśń ta jest „wredna i cicha, jadowita i pod­niecająca”. Stanisław Zaborowski mówił z kolei o stacatto kastanietu, stopniowo coraz śpieszniejszym, coraz wyżej branym, zwieńczonym klaśnię­ciem donośnym jak odgłos korka wyj­mowanego z butelki i ruladą dźwięków nieoczekiwanych, zdumiewających, niepodobnych do żadnego z odgłosów znanych w przyrodzie.

Z kolei Leopold Pac-Pomarnacki twierdził, że gdyby nawet nigdy wcze­śniej nie słyszało się pieśni głuszca – wyczułoby się od razu, że to jest właśnie owa tajemnicza gra pięknego ptaka: „A choć w dźwiękach tych nie było nic melodyjnego, nawet nic specjalnie inte­resującego, ot takie jakieś dźwięczne stu­kanie, to jednak człowiek zaczyna zaraz dziwnie drżeć z jakiejś niewytłumaczo­nej emocji, serce bije się w piersiach jak złapany ptak, krew uderza do głowy”.

Głuszca nie strzelaj wieczorem, choćby podczas zapadów usiadł ci nad samą głową – upominał myśliwych Roman Bratny. – Strzelaj go „w pieśń”, w zrywach i łomocie serca, zbliżając się po parę kroków, ile razy ptak w swoim toku da „głuchą” zwrotkę. Jeżeli chy­bisz wtedy, biorąc na cel nie koguta, a przypominającą go w półmroku szczotkę igliwia, ptak nie usłyszy. „Ale nie oblicz »głuchego« taktu, pomyl o ułamek sekundy, a zrywa się z łopo­tem, jakby to własne serce wyrywało się z bebechów”.

Ejsmond nie miał wątpliwości: pieśń głuszca woła nas ku sobie, wzywa, kusi, płynie stukotliwą, metaliczną kaskadą kościanych dźwięków, zwrotka po zwrotce, dźwięczna a zgrzytliwa. Czy takie wyzwanie można zignorować?

lowiec_baner_09_2016_2 lowiec_baner_09_2016_3

Bartosz Marzec

       

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter