Przygoda życia

Wilk to najtrudniejszy i najbardziej wymagający przeciwnik. Zamieszczamy opowieść myśliwego, który przed laty strzelił srebrno medalowego basiora.

Nie ma co ukrywać, żyłkę do łowiectwa mam zapisaną w genach. Polował mój pra­dziad – Józef Ficek, polowali dziad i ojciec, polowali i polują wujo­wie. Nic więc dziwnego, że i mnie to uwiodło. Wszystko, co pachnie łowiectwem: strzelectwo, polowa­nia, tradycje, zwyczaje, literatura – wszystko to pociąga mnie, ciekawi i inspiruje.

W młodości naczytałem się dużo o wilkach i przygodach z nimi zwią­zanych. Toteż od momentu, kiedy zacząłem polować, moim najwięk­szym pragnieniem było spotka­nie z wilkiem. Samo słowo „wilk” przyśpieszało bicie serca. Śledziłem w „Łowcu Polskim” wspomnienia myśliwych o polowaniach na tego przebiegłego zwierza. Marzyłem o zaznaniu podobnej przygody, ale Zawoja – tereny naszego łowiska – do wilczych rewirów nie należała.

Z nadzieją wybrałem się z kole­gami na zimowe polowanie w Biesz­czady. W okolicach Cisnej spodzie­waliśmy się wpaść na trop wilka. Zasiedliśmy na ambonach. Siarczy­sty mróz dobierał nam się do kości, mimo to wytrwaliśmy pięć nocy. Widzieliśmy lisy skuszone wyło­żoną padliną, ale wilków nie było. Miejscowi leśnicy twierdzili, że łowy na wilki to wielka loteria, że można przesiedzieć na ambonie bity mie­siąc, nie ujrzawszy zwierza, a bywa, że można dojść do strzału w pierw­szą noc. Takie argumenty do nas nie przemawiały, wracaliśmy do domu markotni. Powoli godziłem się z myślą, że nigdy nie będzie mi dane stanąć oko w oko z tym drapieżcą. Uznałem, że wilcze trofea zarezer­wowane są tylko dla bieszczadzkich łowców.

Jednak los uśmiechnął się, a marzenia stały się realne. Nawet nie trzeba było jeździć i szukać daleko. Wilki pojawiły się w babio­górskiej kniei, w której poluję prawie od dziecka. Stoki królowej Beski­dów – Babiej Góry – i okolicznych wzniesień pokrywają zdrowe, świer­kowe lasy, śmigające w niebo swoimi wierzchołkami nawet na wysokość 40 metrów. Gdzieniegdzie zachowały się enklawy prastarej Puszczy Kar­packiej, gdzie obok świerków rosną jodły-olbrzymy i sędziwe, liczące kilkaset lat buki. Nad potokami spotkać można olchy, a tu i ówdzie niewielkie skupiska dębów. Urozma­icona roślinność włącznie z kosodrze­winą i piętrem alpejskiej roślinności, w połączeniu ze stromymi, trudno dostępnymi stokami i załomami skal­nymi, stwarzają kapitalne warunki dla dzikiego zwierza. Od zawsze kró­lowały tu niedźwiedź i ryś. W dol­nych partiach lasów spotykało się sarnę i zająca. Po drugiej wojnie świa­towej zadomowił się jeleń i można powiedzieć, że stał się panem tej kra­iny. O wilkach jednak nie było mowy.

W połowie lat osiemdziesiątych zauważono ich tropy, później spoty­kano zagryzione łanie i cielęta, efekt wilczej działalności. …

lowiec_baner_09_2016_2 lowiec_baner_09_2016_3

Michał Ficek / fot. pixabay, archiwum autora

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter