Rogacz z klasą

Nasi przodkowie przypisywali poszczególne gatunki do kalendarza polowań. Jesień zawłaszczały jelenie, zimę zające, a wiosna należała do głuszca.

Dzisiaj szaraki tylko dla wybranych, a wiosenne łowy odeszły do historii. Jednak niezmiennie królem lata jest rogacz.

Polowanie na kozła może się odbyć według scenariu­sza: przyjechałem, zoba­czyłem, zastrzeliłem. Dalej zaprzyjaźniony ZUL-us, za równowar­tość flaszki, spreparuje trofeum i da je łowczemu, by ten zaniósł na ocenę. Mocne idą na ścianę, a lichota wypeł­nia karton w garażu.

Rozsmakowany łowca ma więcej roboty. Polowanie na kozła w jego wykonaniu zawiera trochę więcej elementów.

Sarna, zwierz nieduży. By ją powalić, wystarczy pocisk, który na stu metrach zachowa tysiąc dżuli. Ma tę przewagę, że przeważnie nie masakruje tuszy. Szczęśliwi boga­cze, których stać na broń do każdego rodzaju łowów. Większość myśliw­skiej „szarej piechoty” ma jeden sztu­cer, z którym poluje na wszystko – od liska po byka.

Taka broń nigdy nie będzie uniwer­salna, ale można sobie pomóc. Istotą jest dobór amunicji. Rynek w każ­dym kalibrze oferuje sporą jej paletę. Doświadczenie uczy, że rogacz, choć zwierz niewielki, wymaga w popu­larnych kalibrach – od 7 mm w górę – pocisków twardszych i wolniej­szych. Te, w odróżnieniu od szyb­kich i mocno ekspansywnych, nie rujnują delikatnej tkanki. Nie wnika­jąc w zawiłości balistyki końcowej, wolniejsza penetracja tuszy to mniej­sze zniszczenia wywołane tzw. kana­łem chwilowym, a nierozbuchana ekspansywność pocisku to słabsze grzybkowanie.

Oczywiście niezbędna jest wizyta na strzelnicy. […]

Cały tekst w czerwcowym wydaniu „Łowca Polskiego”

 

Marek Ledwosiński / fot. Radosław Dominowski.

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter