Śmierć za kaczkę

Wioska Frydman pod Nowym Targiem. Połowa września. Niedzielny wieczór. Młody myśliwy z nowotarskiej „Ponowy” przyjechał na kaczki. Te zalatują na zalane wyrobiska starej żwirowni.

Myśliwemu towarzyszy szkolny kolega, rówieśnik. Nie poluje, ale lubi takie wypady. Często chodził w nagance. To, co się wydarzyło w żwirowni, policja zna właśnie z jego relacji. Myśliwy strzelił kaczkę. Ptak spadł na czystą wodę. Pożwirowe stawy są tu spore. Utrzymane w kwadracie brzegi mają po sto metrów. Nie ma szans, by wiatr z falą doprowadził zdobycz do strzelca. Prawdziwy kłopot, bo chłopcy nie mają psa. Ale to przecież dopiero połowa września, jeszcze kalendarzowe lato. Myśliwy zrzuca ubranie i po kaczkę rusza wpław.

Postępowanie w tej sprawie jeszcze trwa, zatem policja niechętnie mówi o szczegółach. Wiadomo jednak, że myśliwy do kaczki dopłynął. Dramat wydarzył się, gdy ze zdobyczą wracał w stronę brzegu. Z nieznanych powodów zasłabł i zniknął pod wodą.

Kolega z odległego brzegu nie zdołał mu pomóc. Ciało odnaleźli strażacy. Nieszczęście. Czy dało się go uniknąć?
Par. 5 ust. 1 pkt 7 regulaminu polowań mówi wyraźnie: Polowanie na ptactwo może się odbywać pod warunkiem używania ułożonego w tym celu psa, z tym że jeden pies przypada na nie więcej niż trzech myśliwych.

Nowotarska „Ponowa” okryła się żałobą.
Chłopiec szykował się tu do łowiectwa pod opieką ojca. Egzaminy zdał w maju tego roku. Miał zaledwie 18 lat.

Marek Ledwosiński / fot. Michael Brauer

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter

    Google Plus


    • 12 Dec 2017

    • 11 Dec 2017

    • 10 Dec 2017

    • 9 Dec 2017

    • 8 Dec 2017

    • 8 Dec 2017

    • 6 Dec 2017

    • 5 Dec 2017

    • 4 Dec 2017

    • 3 Dec 2017