Świńska zaraza

Dzik jako nosiciel zarazy stał się ofiarą. Nikt nie widział, żeby się pchał do chlewni, dlatego prawda jest bolesna: wirusa przenoszą przede wszystkim ludzie!

Zaczęło się cztery lata temu od dwóch padłych dzików tuż przy granicy z Białorusią. W pierwszym odruchu wojewoda podlaski wprowadził zakaz polowań. Koncepcja ultraekologiczna – nasze zdrowe dziki należy pozostawić w spokoju, by na ich miejsce nie pchały się chore białoruskie. Myśliwi się zdziwili. Urzędnicy mieli spokój, ale krótko. Rozwścieczeni rolnicy nie wytrzymali. Ogłoszono zatem odstrzał sanitarny – myśliwi zdziwili się ponownie, ale w las ruszyli. Dziś na Podlasiu szkód łowieckich nie ma. Dzików też nie ma. Przetrwały pojedyncze duże lochy i stare odyńce. Reszta została odstrzelona albo padła na afrykański pomór świń.

Wirus ASF jest wyjątkowo zjadliwy i zabójczy. Nie ma na niego żadnej szczepionki ani lekarstwa. Nie jest groźny dla ludzi, jednak dla dzików i świń – bezlitosny. Przekroczył już linię Wisły i zmierza na zachód. Hodowców może uchronić tylko bezwzględna bioaseku- racja i zakaz wstępu do lasu. Dzików nie uchroni nic – zarządzono zmasowany odstrzał.

Starzy myśliwi złapali się za głowy. Nokto- i termowizja to rewolucja na miarę tej, gdy dubeltówki zastąpiono sztucerami. To tylko narzędzia (lepsze lub gorsze), których używa człowiek. Jeden zrobi to z głową, inny będzie wykorzystywał podle. Nic nowego w naszym myśliwskim fachu, wszak i dzidą można się zaciąć, gdy użyć jej do golenia.

Prawdziwe oburzenie wywołało jednak zniesienie okresów ochronnych. […]

Cały tekst w czerwcowym wydaniu „Łowca Polskiego”

 

Paweł Biliński / fot. Rafał Łapiński.

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter