Tradycja rzecz święta

O tym jak wielkie znaczenie dla powodzenia łowów ma chwyt za kolanko przekonuje w pełnym humoru opowiadaniu Sergiusz Piasecki.

Tradycja rzecz święta – Sergiusz Piasecki

Najbardziej rozpowszechnio­nym przesądem łowieckim jest złapanie białogłowy za kolano przed wyjściem na łowy, a już każdy fryc wie, że „im grubszy zwierz, tym wyżej bierz”. Jednak obserwa­cje życia codziennego dowodzą, że w prak­tyce niewielu łowców honoruje ten piękny zwyczaj.

Kolanko białogłowy dawniej ukryte było przed męskim okiem starannie w długich falbanach oraz fiszbinach i rzadko ukazywało się na światło dzienne. Dziś na ulicy kolanek odsło­niętych multum, a i dotknięcie ich nie tak znowu trudne. Brać łowiecka jakby jednak lekceważy ten rytuał, do gadania o nim się ograniczając. Redaktor, który już kilka krzyżyków na karku dźwiga i którego sumiasty wąs niejedno niewie­ście zagłębienie badał, zawsze tej tra­dycji hołdował i stara się jej nigdy nie uchybiać.

Czekoladowy selekt

Wyjechał na polo­wanie jak zwykle spóź­niony. Wprawdzie przez całe przedpołudnie nic wielkiego w robocie się nie działo, ale kiedy już miał wyjeżdżać, to jak zwykle szef zażądał jesz­cze notatki z przecię­cia wstęgi. Kiedy więc ruszał, wiedział, że musi liczyć na łut szczęścia i brak policji na drodze do Gdańska…

Tym razem week­end miał spędzić na szukaniu moc­nego kozła, przy okazji w planie były wyjście na dziki oraz rekonesans przed bekowiskiem. Samochód trzymał się szosy należy­cie. Niebieskich też nie było. Mimo to na podwórze leśniczówki Redaktor wpadł mocno spóźniony. Było już dobrze po dziewiętnastej i wrześniowe słońce nisko stało nad horyzontem.

Leśniczy stał w bramie i wskazał, gdzie zaparkować. Redaktor wysiadł, ścisnął dłoń i – by ceremoniałowi stało się zadość – przyjął na poczęstunek szczyptę tabaki. Nie przepadał za tym ceremoniałem, ale wiedział, że jeśli gospodarz częstuje, to uważa ciebie za swego i odmowa byłaby dyshono­rem. Pociągnął raz słabo, potem moc­niej i kichnął jak z armaty. Powitanie było zakończone. Teraz bagaże i biegiem na pięterko, gdzie był jego pokój.

Redaktor, przebiegając obok kuchni, zauważył żonę gospodarza zawzięcie krojącą coś na blacie i stojącą obok niej siedmioletnią córkę, Basię, oczko w gło­wie tatusia. Ponieważ nie była to jego pierwsza wizyta, więc nie było potrzeby dokonywania prezentacji. Miast tego redaktor rzucił w biegu krótkie „witaj­cie” i już był na pięterku. Liczyła się każda minuta! ….

lowiec_baner_09_2016_2 lowiec_baner_09_2016_3
  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter