Tragiczna zima

Przełom roku obfitował w wypadki. Czterech myśliwych nie wróciło z polowania. Tych tragedii można było uniknąć. Zawiodła dyscyplina i jak zwykle zabrakło zdrowego rozsądku.

Część myśliwych stawia redak­cji zarzut, że zamieszczamy na łamach za dużo relacji opisu­jących wypadki na polowaniu. Niektó­rzy twierdzą, że to niepotrzebne epa­towanie krwią, a tragiczne w skutkach błędy naszych kolegów, podawane tak jednoznacznie i szczerze, psują wize­runek łowiectwa i naszej organizacji, bo przecież czytają nas również wrogo­wie łowiectwa.

To pogląd błędny. Opisy tragicz­nych zdarzeń mają zadanie prewen­cyjne. Wyostrzają ostrożność i urucha­miają wyobraźnię niezbędne do tego, by polować bezpiecznie. Niżej opisane wypadki mają straszną cechę wspólną. Nie były to zdarzenia niemożliwe do uniknięcia i trudne do przewidzenia. Sprawcy i ofiary sami ściągnęli na siebie nieszczęścia.

Strzał do plamy

Ostatni weekend starego roku. Mazury. Dwójka dobrych kolegów rusza na dziki. Będą polować na spo­rym łanie kukurydzy. Plantacja ciągle na pniu, ale jelenie i dziki w wielu miejscach wydeptały ją na klepisko. Strzał do dzika na „czystym” nie nastręcza kłopotu.

Przy kukurydzy tylko jedna ambona. Ma ją zająć młodszy myśliwy. Starszy o dekadę 66-latek zostaje w pobliżu samochodu. Z wolnej ręki strzelać nie należy. Łowca zabiera ze sobą pastorał. […]

Marek Ledwosiński / fot. Shutterstock.

 

Cały tekst w marcowym numerze „Łowca Polskiego”

 

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter