W makijażu na odyńca

0
10

Nie każdy łowca może zaakcep­tować kobietę w swoim męskim świecie.

Ale pozo­stali powinni się zastanowić, czy oczekują od nas bycia kobiecymi i delikatnymi dia­nami, czy mamy być stuprocento­wo samodzielne.

Wśród myśliwych panuje przekonanie, że kobiety w łowieckim świecie mają łatwiej. Wszyscy ponoć kłaniają nam się w pas, służą pomocą, a na każdym kroku okazują należny szacunek. Krótko mówiąc – generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski, łowca, ułan i znany wielbiciel płci pięknej, miałby się od kogo uczyć.

Prawda tymczasem wygląda odrobinę inaczej. Drodzy panowie! Oceniacie nas bez ustanku, koncentrując się na urodzie, ubiorze, sprzęcie i makijażu. Waszej uwadze nie ujdą nawet paznokcie! Każdy nasz ruch jest bacznie obserwowany, a obszernych komen­tarzy nie brakuje. Niestety najczęściej bawią tylko was!

Na czterdziestu myśliwych przypada jedna diana. I to dlatego sypią się docinki o charakterze seksistowskim: dwuznaczne propozycje wspólnego polowania na ambo­nie, komentarze dotyczące męskich problemów z koncentracją przy dianach i porów­nywanie nas do łań. W Internecie jest łatwiej, bo takie teksty można zwyczajnie zignorować, ale jak mamy się zachować w sytuacji, gdy na polowaniu stoimy oto­czone przez kilkunastu – pożal się Boże – „amantów”? I nie znajdzie się nikt, kto by powiedział: „Koledzy, dość tych końskich zalotów”! Dla mnie, jako łowieckiego laika i nowicjusza, jest to zwyczajnie niepojęte. Przecież macie, panowie, na co dzień styczność z płcią piękną. Cóż więc w was wstępuje, gdy na kilka godzin oddalacie się od żon czy narzeczonych? […]

Cały tekst w październikowym numerze „Łowca Polskiego”

Joanna Głogowska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Wpisz swoje imię