Wielka promocja

Ogólnopolski Hubertus w Rzeszowie dowiódł, jak wielki jest nasz potencjał promocyjny.

Do serca najlepiej trafić przez żołądek – gościom imprezy rozdano blisko 6 tys. porcji gulaszu z dziczyzny i myśliwskiego bigosu. Dzieci zachwyciły się pokazami kynologicznym i sokolniczym.

Anonimowy poeta z XVII wieku napisał: „Jeśli jest żywot na świecie szczęśliwy/ Nie może inszy, jeno być myśliwy”. Słowa te wybrzmiały w Ogrodach Bernardyń­skich tuż przed polową mszą otwierającą Ogólnopolskiego Hubertusa w Rzeszo­wie. Kilkuset uczestnikom uroczysto­ści, wśród których nie mogło zabrak­nąć sokolników ani myśliwych z psami, przypomniano historię potomka kró­lewskiego rodu Merowingów. W Wielki Piątek, gdy wierni udali się do kościoła, Hubert ze sforą psów uganiał się konno za zwierzyną, aż ukazał mu się jeleń z gorejącym krzyżem między tykami wieńca. Posłyszał wtedy głos: „Hubercie, czemu bez potrzeby wyniszczasz zwie­rzęta i zapominasz o zbawieniu duszy?”. Zdarzenie to miało decydujący wpływ na jego dalsze życie. Hubert nawrócił się i przemierzając pogańskie ziemie, głosił dobrą nowinę.

Ile lasu, tyle Polski

Jego kult dotarł do Polski około 300 lat temu, a pielęgnowały go głów­nie środowiska rycerskie i dworskie. Do najdawniejszych przejawów należy właśnie msza myśliwska, o której czy­tamy w „Panu Tadeuszu”: „Do księ­dza plebana/ Dać znać – dodał Pan Sędzia – żeby jutro z rana/ Mszę miał w kaplicy leśnej; króciuchna oferta/ Za myśliwych, msza zwykła, świętego Huberta”.

Tradycje hubertowskie są silnie zako­rzenione także na ziemi rzeszowskiej. Najlepszym dowodem jest barokowa kaplica św. Huberta w Miłocinie, zbudo­wana w latach 1741–1745 na życzenie Jerzego Ignacego Lubomirskiego, w któ­rego podrzeszowskich dobrach znaj­dowały się liczne i zasobne w zwierza łowiska.

Zapalony łowca i właściciel pałacyku myśliwskiego w lesie Dębina ufundował kaplicę jako dziękczynienie po wypadku w trakcie polowania, kiedy tylko cudem uniknął utraty oka.

Również w czasach II Rzeczypospo­litej myśliwi z Rzeszowa i okolic nie zapomnieli o swym patronie. Partycypo­wali w kosztach budowy, nigdy niestety nie ukończonej, kaplicy św. Huberta dla kościoła św. Elżbiety we Lwowie.

Jan Siewier / fot. Andrzej Wierzbieniec, Karolina Marzec.

Cały tekst w listopadowym numerze „Łowca Polskiego”

  • ________________________

  • Warto przeczytać

    • ©Łowiec Polski 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter

    Google Plus


    • 13 Dec 2017

    • 12 Dec 2017

    • 11 Dec 2017

    • 10 Dec 2017

    • 9 Dec 2017

    • 8 Dec 2017

    • 8 Dec 2017

    • 6 Dec 2017

    • 5 Dec 2017

    • 4 Dec 2017